W niedzielę ambasadorzy kilkudziesięciu krajów w Polsce wyrazili w liście otwartym poparcie dla wysiłków na rzecz podniesienia świadomości społecznej na temat problemów dotykających m.in. społeczności gejów, lesbijek, osób biseksualnych, transpłciowych i interpłciowych (LGBTI) w Polsce. Sporządzanie listu koordynowała Ambasada Królestwa Belgii w Polsce.

Fogiel powiedział we wtorek w TVP Info, że tego typu listy powstawały również za rządów PO.

"Więc jeżeli dziś widzimy takie rozdzieranie szat, to rozumiem, że sytuacja była dramatyczna za prezydentury Bronisława Komorowskiego, za premierostwa Donalda Tuska i Ewy Kopacz. (...) Więc może niech krytykujący uderzą się we własne piersi"

- stwierdził.

Dodał, że mówi to "trochę z przekąsem".

"Bo jednak uważam, że tego typu listy zawsze czy już od jakiegoś czasu właśnie prezentowane opinii publicznej w okolicy parady równości są elementem być może kultury politycznej, happeningu politycznego, który jest popularny w wielu krajach zachodnich i tak bym to odczytywał"

- stwierdził.

Według wicerzecznika PiS, sam list napisany jest językiem "co najmniej tajemniczym, dość niejasnym".

"Oczywiście jest tam mowa i o społeczności LGBT, ale też o innych społecznościach, które stają przed podobnymi wyzwaniami. Choć te wyzwania nigdzie nie są sprecyzowane, więc nie wiem o jakie wyzwania chodzi" - powiedział. Dodał, że list mówi także o prawach człowieka. "Jeśli chodzi o prawa człowieka, to Powszechna Deklaracja Praw Człowieka jest przez Polskę przyjęta, obowiązuje, prawa człowieka są też w konstytucji" - wskazywał.

"Jeśli już na ten list patrzymy przez pryzmat społeczności LGBT - to uważam, że też kilku sygnatariuszy, z całym szacunkiem, powinno być może skierować swoją uwagę najpierw gdzie indziej, być może nawet na kraje wysyłające. (...) Ambasador Wenezueli, czy na przykład ambasador Indii - w Indiach stosunki homoseksualne były nielegalne i karane do 2018 roku, jeszcze dwa lata temu"

- powiedział polityk PiS.

Tymczasem - jak mówił - w Polsce homoseksualizm nie był karany nigdy, "poza krótkim epizodem, kiedy odziedziczyliśmy kodeksy karne po zaborcach". "Więc też nie wydaje mi się, by całość tego grona koniecznie była właściwa do tego, by Polskę w czymkolwiek pouczać. Bo nasza tradycja tolerancji ma naprawdę długą historię" - oświadczył.


W liście otwartym ambasadorzy podkreślili m.in. że uznają "przyrodzoną i niezbywalną godność każdej jednostki, zgodnie z treścią Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka", a "szacunek dla tych fundamentalnych praw, zawartych w zobowiązaniach OBWE oraz obowiązkach i standardach Rady Europy i Unii Europejskiej, jako wspólnot praw i wartości, zobowiązuje rządy do ochrony wszystkich swoich obywateli przed przemocą i dyskryminacją oraz do zapewnienia im równych szans".

Jak wskazali, aby to umożliwić, "a w szczególności, aby bronić społeczności wymagających ochrony przed słownymi i fizycznymi atakami oraz mową nienawiści", konieczna jest wspólna praca na rzecz niedyskryminacji, tolerancji i wzajemnej akceptacji. Zdaniem ambasadorów, dotyczy to szczególnie sfer takich jak edukacja, zdrowie, kwestie społeczne, obywatelstwo, administracja publiczna oraz uzyskiwanie oficjalnych dokumentów.

Sygnatariusze listu wyrazili "uznanie dla ciężkiej pracy społeczności LGBTI i innych społeczności w Polsce i na całym świecie, jak również dla pracy wszystkich ludzi, których celem jest zapewnienie przestrzegania praw osób LGBTI oraz innych osób stojących przed podobnymi wyzwaniami, a także zapobieganie dyskryminacji, w szczególności tej motywowanej orientacją seksualną czy tożsamością płciową".

"Prawa człowieka są uniwersalne i wszyscy, w tym osoby LGBTI, mają prawo w pełni z nich korzystać. Jest to kwestia, którą wszyscy powinni wspierać" - oświadczyli w liście ambasadorowie.