Przemysław Obłuski: Białorusini protestują już 50 dni. Kiedy i jak się te protesty skończą?

Andrzej Poczobut: Dzisiaj nie mam odpowiedzi na to pytanie. Widać z jednej strony dużą mobilizację, widać determinację społeczeństwa białoruskiego, a z drugiej strony wiać, że aparat pracuje, Rosja popiera [Łukaszenkę-red.] i mamy pat. 

Wydaje się, że represje, brutalność milicji i OMONU wręcz „nakręca” protesty. W Homlu padły dziś strzały - wprawdzie w powietrze – ale jednak. Czy Łukaszenka w dalszym ciągu wierzy, że przemocą uda mu się stłumić ten protest?

Największe protesty były jednak w sytuacji, kiedy nie było przemocy, kiedy było bezpiecznie. Wtedy protestowały dziesiątki tysięcy ludzi w różnych miastach. Dzisiaj wychodzą tysiące, czy setki w poszczególnych miastach obwodowych i ponad 100 tys. w Mińsku, co pokazuje wysoką determinację. Protesty nie zmniejszają się znacznie, ale też nie rosną i dlatego właśnie mówimy o pacie na Białorusi. Łukaszenka nadal rządzi – ulica nadal protestuje. Dla Łukaszenki to jest problem, dlatego, że białoruski system nie przewiduje czegoś takiego, jak demonstracje na ulicach wszystkich miast. A dla protestujących to też jest problem, dlatego, że cały czas są aresztowania. Setki ludzi jest aresztowanych codziennie i mimo tego widzimy wysoką determinację.

Czy pana zdaniem, w obliczu eskalacji tych protestów, albo przynajmniej utrzymania się ich na dotychczasowym poziomie determinacji, może dojść ze strony reżimu do otwartej, krwawej rozprawy ze społeczeństwem?

Takie zagrożenie cały czas istnieje, dlatego, że Alaksandr Łukaszenka konsekwentnie przykręca spiralę przemocy i podejmuje próby zastraszenia społeczeństwa. One na razie nie osiągają oczekiwanego wyniku, ale Alaksandr Łukaszenka może uznać, że to jest droga do rozwiązania problemu, dlatego, że przez całe swoje polityczne życie w ten sposób rozwiązywał problemy polityczne, problemy związane z niezadowoleniem społecznym - za pomocą przemocy, za pomocą represji.

Cichanouska jest przyjmowana przez szefów państw, a także wysokich urzędników Unii Europejskiej. Łukaszenka chyba powinien już zrozumieć, że Zachód „postawił na nim krzyżyk”. Został mu tylko Putin, ale i on raczej go nie traktuje poważnie. Czy według pana, Łukaszenka może mieć w sytuacji ostatecznej jakiś plan awaryjny, np. ucieczkę z kraju? 

Ja nie uważam, że to Zachód „postawił krzyżyk” na Łukaszence, ale to Łukaszenka „postawił krzyżyk” na Zachodzie. On nie chciał z nikim rozmawiać i uznał, że będzie rozmawiał tylko ze swoim „starszym bratem”, jak określa Władimira Putina. Putin natomiast nie jest zainteresowany tym, żeby Łukaszenka przegrał ten konflikt. Gdyby było inaczej, nie udzieliłby pomocy w decydującym momencie. 15 sierpnia, Alaksandr Łukaszenka zabiegał o wsparcie Putina. Potem pojawiło się Russia Today w białoruskiej telewizji (zamiast strajkujących białoruskich dziennikarzy) i deklaracja o poparciu militarnym, której Putin udzielił. Dla społeczeństwa białoruskiego i przede wszystkim dla nomenklatury i aparatu siłowego to był sygnał, że Alaksandr Łukaszenka ma polityczną przyszłość i ma poparcie Putina. Jedynym państwem, o którego poparcia zabiega Łukaszenka, to jest Rosja. Jemu jest obojętne, czy Zachód uznaje te wybory, czy nie uznaje. To nie jest dla niego przyjemne, ale on uważa, że sobie da z tym radę. Uważa, że uda mu się Zachód „omamić” – jak to on zawsze mówił. Dla niego najważniejze jest utrzymanie przewagi i żeby utrzymać tą przewagę, musi zabiegać o uznanie legalności przez Putina.

Deklaracje Putina o pomocy militarnej były uwarukowane ewentualnym zagrożeniem zewnętrznym. Trudno wyobrazić sobie taką sytuację, żeby jakieś oficjalne siły rosyjskie wkroczyły na teren Białorusi, by pacyfikować demonstrantów. Czy wobec tego możliwy jest scenariusz ukraiński, czyli „zielone ludziki”, tak jak to miało miejsce np. na Krymie?

Putin ogłosił, że zorganizował rezerwę „siłowników”, czyli OMON i Ros-Gwardia, którzy według doniesień rosyjskich stacjonowali na granicy z Białorusią. Widzielismy w Russia Today obrazek, jak OMON, Specnaz, Ros-Gwardia itd. wsiadają do autobusów i wyjeżdżają. Po spotkaniu w Soczi ogłoszono, że ta rezerwa już nie jest potrzebna. Ja ich osobiście nie widziałem, ale traktuję poważnie słowa Łukaszenki, że ta rezerwa stacjonowała na granicy Białorusi i Rosji. Dla Putina utrata Białorusi jest czymś niedopuszczalnym. To byłby dla niego bardzo mocny policzek, to byłoby przekreślenie ponad dwudziestu lat polityki rosyjskiej, która wspierała Alaksandra Łukaszenkę. Gdyby Białorusini obalili Łukaszenkę, to też byłby bardzo nieprzyjemny sygnał dla Putina, ale też dla rosyjskiego społeczeństwa. Jeżeli po 26 latach Białorusini obaliliby Łukaszenkę, to dlaczego Rosjanie nie mogliby obalić Putina? Zwracam uwagę, że w Rosji trwają też lokalne protesty w Chabarowsku i trwają dość długo. Mają one podobny charakter do tych na Białorusi. Dla Putina okrzyki „Niech żyje Białoruś”, które padają podczas tych protestów, są sygnałem, że to jest spisek, to jest Zachód, to jest kolorowa rewolucja i boi się efektu domina. 

Interesy Rosji są jednak znacznie szersze, niż utrzymanie przy władzy Łukaszenki. Wcześniej stawiali tylko na Łukaszenkę, ale teraz chcą poszerzyć swoją bazę wewnątrz Białorusi. Zdają sobie sprawę, że Łukaszenka jako polityk jest skończony, że może być tylko dyktatorem, który musi się uciekać do fałszerstw i „trzymać za mordę” społeczeństwo. Istnieję zagrożenie, że taka władza upadnie i dlatego Rosjanie chcą m.in. decentralizacji władzy, żeby np. w parlamencie była mocna partia prorosyjska, która będzie prowadziła własną politykę, żeby rząd był bardziej niezależny od Łukaszenki itd. To co robi Rosja, to jest gra obliczona na dłuższy czas.


Premier: RE potępiła przebieg wyborów na Białorusi. Wybory powinny być powtórzone


Premier: RE potępiła przebieg wyborów na Białorusi. Wybory powinny być powtórzone