Koronawirusy są tak małe, że fizycznie niemożliwe jest, by powiedzieć, jakiego są koloru. Mimo to kształt tych wirusów i ich strukturę można obserwować dzięki mikroskopii elektronowej. A efekty ich działania - w hodowlach komórkowych.

- wirusolog prof. Krystyna Bieńkowska-Szewczyk.

Jak zaznacza naukowiec, takie wizualizacje - choć niektóre są dziełem grafików 3D - bazują na tym, co rzeczywiście wiemy o strukturze koronawirusa. Kształt SARS-CoV-2 - okrągła struktura z kolcami - w ogólnym zarysie jest zgodna z wynikami obserwacji mikroskopowych. 

Dzięki obrazom spod mikroskopów elektronowych wiemy, że elementem struktury koronawirusa jest charakterystyczną korona, przypominająca świetlistą otoczkę widoczną w trakcie zaćmienia Słońca. Tę koronę tworzą wystające cząsteczki na powierzchni wirusa - to tzw. białka kolca - spike. To białko wchodzi w interakcję z komórką gospodarza i służy dla niego jako klucz.

- mówi wirusolog.

Dodaje jednak, że w ilustracjach koronawirusów, z którymi się spotykamy, nie wszystko powinniśmy traktować dosłownie. W takich rysunkach jako umowne należy traktować choćby kolory patogenów.
Profesor wyjaśnia, że obrazy uzyskane z mikroskopu elektronowego są czarno-białe. Przy czym czerń nie oznacza, że dana struktura światło pochłania, a biel - że je odbija. W mikroskopie elektronowym bowiem w stronę badanego obiektu wysyła się nie wiązkę światła, ale elektronów. To one więc padając na określony obiekt albo przez niego przechodzą, albo się od niego odbijają. I tak np. w klasycznej mikroskopii elektronowej obiekty pokrywa się solą metali ciężkich, które dają kontrast dla obrazu. Trudno więc tu mówić o kolorach próbki.

Koronawirusy są za małe, by zobaczyć je pod mikroskopem optycznym. Tam daje się oglądać tylko obiekty większe, jak np. bakterie czy komórki. Wirusolog również dodaje, że jedynymi wirusami, które pod mikroskopem świetlnym widać, są największe z wirusów - wirusy ospy prawdziwej osiągające 300 nm wielkości. Tymczasem rozmiary koronawirusa to 100-150 nm (100 nm to 10 tys. razy mniej niż ma 1 mm). To zaś już jest rozmiar, z którym mikroskop optyczny sobie nie poradzi.

Wszelkie grafiki, które przedstawiają kolorowe koronawirusy (zwykle są tam elementy czerwieni lub fioletu), musimy więc traktować jako umowne. Również i w zdjęciach z mikroskopu elektronowego kolor dodawany jest jako element obróbki zdjęcia - aby obraz był przyjemniejszy dla oka, lub by ułatwić odbiorcom odróżnienie różnych struktur koronawirusa czy wyłowienie go z tła.
Ale to nie jedyne sposoby, aby eksperymentalnie przekonać się, że koronawirus istnieje. 

Dowody na istnienie wirusów można też zobaczyć gołym okiem - w hodowlach wirusów. Wirus może być namnażany jedynie wewnątrz żywej komórki gospodarza. Tak jak program, który dopiero w komputerze zyskuje możliwość działania, tak samo wirus dopiero po wejściu do żywej komórki konkretnego typu może być namnażany.

- opisuje wirusolog. 

Naukowcy więc hodują w płaskich naczynkach komórki, które są właściwymi gospodarzami dla danego wirusa. Jeśli doda się do takiej jednowarstwowej hodowli preparat z wirusem, można zobaczyć, że komórki zmieniają kształt - mogą robić się okrągłe, odczepiają od podłoża, a nawet degradują i znikają. 
Tam, gdzie wirus zniszczył komórki, robi się dziura w warstwie komórek . Nazywamy ją łysinką. Można to zobaczyć nawet gołym okiem. W ten sposób może nie widzimy samego wirusa, ale skutki jego działania.

- mówi.