Sąd wymierzył Kazak karę 675 rubli białoruskich grzywny (ok. 1000 zł). Nieposłuszeństwem wobec funkcjonariusza miała się wykazać podczas zatrzymania w czwartek.

Jak sama mówiła w sądzie za pośrednictwem łącza wideo, została na ulicy zatrzymana przez trzech mężczyzn w maskach – jednego w mundurze OMON, a dwóch w cywilu. Została przez nich wepchnięta do samochodu. Nie pozwolono jej poinformować bliskich o zatrzymaniu. Jako świadkowie w sądzie pod pseudonimami wystąpili ludzie przedstawiający się jako milicjanci.

Po rozprawie Kazak wyszła na wolność. Czeka ją jeszcze jeden proces – za rzekomy udział w nielegalnej akcji masowej 30 sierpnia. Jak sama twierdzi, była tego dnia z córką w centrum handlowym.

"Wobec Kazak sporządzono dwa protokoły – jeden za udział w nielegalnej akcji masowej, drugi – za niepodporządkowanie się żądaniom funkcjonariuszy milicji"

– mówił przed piątkowym procesem jej adwokat Wiktar Mackiewicz.

Po trzech godzinach oczekiwania został on wpuszczony do aresztu na spotkanie ze swoją klientką. Jak powiedział Mackiewicz, Kazak nie miała możliwości przeczytania akt i nie dostała kopii protokołów. Adwokaci, z którymi rozmawiał portal TUT.by, uznali działania struktur siłowych za presję i prześladowanie związane z jej działalnością zawodową.

Ludmiła Kazak jest obrońcą Maryi Kalesnikawej, opozycjonistki i członka Rady Koordynacyjnej, aresztowanej w ramach postępowania karnego o "wezwania do przejęcia władzy" na Białorusi. W czwartek urwał się z nią kontakt i jej mąż zapowiadał, że zgłasza jej porwanie na milicji. Potem rzecznik milicji stołecznej poinformowała, że adwokat została zatrzymana i jest na komisariacie.