Minister Ardanowski w rozmowie z Niezalezna.pl odniósł się do wczorajszej informacji, przedstawionej przez wicerzecznika PiS Radosława Fogla, który stwierdził, że „decyzja ws. ministra rolnictwa została już podjęta”, a ogłosi ją premier Morawiecki.

- Nie znam treści tej decyzji. Ze mną nikt na ten temat nie rozmawiał, podobnie jak nikt nie konsultował z ministerstwem rolnictwa, ani ze środowiskami rolniczymi założeń ustawy o ochronie zwierząt. Postępowania partyjne już się toczą. Jesteśmy [posłowie PiS, którzy nie poparli noweli tej ustawy -red.] zawieszeni w prawach członka. To dotyczy grupy kilkunastu posłów. Zapewne też stanowiska, które wynikały z rekomendacji, zostaną odebrane. Jestem na to przygotowany i nikt nie będzie mnie pouczał, kiedy mam się spakować

- powiedział nasz rozmówca. Jak dodał, mimo tego nie złożył „żadnej rezygnacji”.

Bez głosów wsi nikt nie wygra

- Jestem w PiS-ie od prawie dwudziestu lat, dlatego, że jest to partia, która, jak sądzę, realizuje taką politykę państwa, która dla mnie jest ważna, którą prezentował Lech Kaczyński i jak rozumiem, prezentuje również Jarosław Kaczyński. Czyli Polski, która się liczy na arenie międzynarodowej, Polski, która jest sprawiedliwa, solidarna społecznie; Polski opartej o zasady chrześcijańskie, tradycję narodową i patriotyczną, o poszanowanie prawa własności, o prawicową myśl polityczną. W takiej partii byłem i sądzę, że ta partia ma jeszcze przed sobą wiele spraw do załatwienia

- ocenił Ardanowski.

- Mamy trzy spokojne lata bez wyborów, z życzliwym prezydentem, który został wybrany, podobnie jak Prawo i Sprawiedliwość w ostatnich wyborach parlamentarnych, także gremialnym poparciem polskiej wsi. Bez głosów wsi nikt w Polsce żadnych wyborów nie wygrał i nikt w przyszłości nie wygra

- dodał, zapewniając, że „nie będzie działał przeciwko Prawu i Sprawiedliwości”.

- Ja jestem z tą partią związany od dawna i żadnych innych wyborów politycznych nie podejmuję. Szkoda, że tak wielki projekt, jakim jest Zjednoczona Prawica, projekt, który wymodliliśmy, walczyliśmy wszyscy, żeby go zrealizować, jest niszczony, bo niszczeniem jest to „odcięcie się” od wsi. Tak to zostało odebrane

- podkreślił.

Nie złożę legitymacji partyjnej

Ardanowski pytany, czy w przypadku odwołania go ze stanowiska ministra rolnictwa, złoży legitymację partyjną, powiedział, że „nie”.

- Ja się zapisałem do partii, która, jak sądzę, chce służyć społeczeństwu. Jeżeli kierownictwo partii uważa, że ja w jakikolwiek sposób nadużyłem zaufania, czy też działałem na szkodę tej partii,  to niech mnie po prostu z tej partii usunie

- oznajmił.

Odnosząc się do spekulacji, dotyczących jego ewentualnej przyszłej współpracy z prezydentem Andrzejem Dudą, powiedział, że „nie ucieknie na wygodną pozycję do prezydenta”.

- Nie zamierzam. Jestem posłem Prawa i Sprawiedliwości i chcę w dalszym ciągu działać w Sejmie, a nie zapewnić sobie stanowisko. Otrzymałem, w okręgu wyborczym mało PiS-owi przyjaznym, prawie 80 tys. głosów. Najlepszy wynik na polskiej wsi i jeden z najwyższych wśród wszystkich posłów PiS, dlatego nie chcę zawieść tych, którzy mnie poparli i z moim zdaniem się liczą. Do pana prezydenta się nie wybieram, choć bardzo go szanuję i chętnie udzielę mu wszelkiej pomocy

- zadeklarował Jan Krzysztof Ardanowski. Dodał jednocześnie, że Andrzej Duda „ bardzo dobrze rozumie sprawy polskiej wsi”.

Spytaliśmy ministra, czy na obecnym etapie prac nad nowelizacją ustawy o ochronie zwierząt, istnieje szansa na uwzględnienie niektórych postulatów środowisk rolniczych.

- Ja bardzo na to liczę. Jestem pytany od dawna o moją ocenę tej ustawy – ona jest negatywna. Jest to ustawa, która nie ma autora - nikt się nie chce przyznać do napisania tej ustawy – ma szereg wad, mankamentów, które, niestety, w Sejmie jeszcze zostały poprzez kolejne poprawki zwiększone. Jest po prostu nielogiczna. W przekazie publicznym próbuje się tylko mówić o zwierzętach futerkowych, a to jest moim zdaniem manipulacja opinią publiczną. Ta ustawa jest ustawą dla polskiej wsi szkodliwą, a jednocześnie nie była z nikim, kto ma trochę pojęcia o sprawach wsi, konsultowana. W ministerstwie rolnictwa prowadzimy bardzo zaawansowane już prace nad modernizacją ustawy o ochronie zwierząt. Jest powołany od kilku miesięcy pełnomocnik, pan Albert Kurkowski, bardzo kompetentny człowiek. On nie jest żadną moją „tubą”. To jest niezależny ekspert. Udało się już dzięki niemu wiele potrzebnych rozwiązań wypracować

- przekonywał szef resortu rolnictwa.

Bez żadnej wiedzy mogą zabrać zwierzęta

Minister Ardanowski wskazał m.in., że wedle projektu ministerstwa rolnictwa organizacje pozarządowe, które „wpisały sobie w nazwę ochronę zwierząt” będą musiały certyfikować „konkretnych ludzi, a nie instytucje”. Według ministra, certyfikacja fundacji czy stowarzyszeń jest „niepoważna”.

- Ci, którzy chcieliby ingerować wobec właścicieli zwierząt, muszą mieć odpowiednią wiedzę. W tej chwili te organizacje same stwierdzają, że nie prowadzą żadnych kursów, a jedna z tych organizacji  mówi, że szkolenie u nich trwa 2 dni. Ja jestem po studiach rolniczych, z dużym doświadczeniem praktycznym i bałbym się tak w każdym gatunku zwierząt określać na podstawie wyglądu zwierzęcia, czy jest ono zdrowe, czy chore, czy stare, czy młode, czy jego stan jest naturalny, jak np. powszechna chudość u wydajnych krów mlecznych, czy jest wynikiem zaniedbań ze strony rolnika. A w ustawie niemający żadnego pojęcia ludzie dostali prawo zabierania zwierząt prawowitym właścicielom. Jednocześnie aktywiści będą mieć zapewnioną ochronę policyjną przed niezadowoleniem właścicieli zwierząt. Bardzo liczę na to, że ta ustawa zostanie poprawiona

- powiedział nasz rozmówca.

Jak dodał, trzeba interweniować w przypadku złego traktowania zwierząt, „to jest poza wszelką dyskusją, jednak trzeba mieć wiedzę weterynaryjną, czy chociaż zootechniczną” – Ci ludzie nie mają o tym pojęcia – ocenił minister.

Odnosząc się do pytania o najbardziej bulwersujące środowiska rolnicze zapisy ustawy, wskazał m.in. na zapis mówiący o konieczności zabezpieczania przed deszczem wypasanych zwierząt (koni, owiec, czy krów). - Czy góral na hali będzie musiał zbudować wielki namiot, żeby napędzić tam barany? A co z bydłem ras mięsnych, czy konikiem polskim, które nawet w czasie opadów śniegu wybierają przebywanie na zewnątrz budynku – pytał Ardanowski.

Komentując przewidziany w nowelizacji ustawy zakaz hodowli zwierząt futerkowych, minister podkreślił, że hodowla zwierząt wszystkich gatunków jest „prawem człowieka od tysięcy lat”.

- Rolnik zaspokajał różne potrzeby ludzi. Świat się zmienia i zmieniają się oczekiwania wobec rolnictwa. Obecnie zmienia się moda na futra, w związku z tym ten sektor i tak jest schyłkowy i jeżeliby ludziom, którzy się tym zajmują, dać odpowiedni czas na wygaszenie produkcji i odszkodowania, to sami by zrezygnowali z tej hodowli

- przekonywał minister Ardanowski.

- To jest 882 rolników, większych i mniejszych, tak samo jak w innych hodowlach, i walczą oni o swoje interesy, podobnie jak walczą producenci trzody, bydła czy zbóż. Często są zadłużeni, postawili na tę hodowlę, a teraz chce się to im błyskawicznie zlikwidować. Uciążliwość dla otoczenia innych ferm zwierząt np. kurników, czy tuczarni świń nie jest mniejsza

- dodał.

Drobiarze tego nie wytrzymają?

Minister wskazał, że dotychczas jedynie 13 państw Unii Europejskiej zdecydowało się na likwidację tego typu hodowli. Przy czym „w pięciu krajach nie było żadnej hodowli, w kilku następnych były pojedyncze farmy, a w kilku tylko szynszyle, które są roślinożerne”. W krajach, gdzie było tych hodowli więcej, „wprowadzono długie okresy przejściowe i odszkodowania za matki hodowlane oraz budowle, klatki i sprzęt do utrzymania zwierząt”.

Zwrócił także uwagę, że w Polsce zwierzęta futerkowe „zjadają kilkaset tysięcy ton odpadów z przemysłu drobiowego”, a po wprowadzeniu zmian „drobiarze nie tylko nie dostaną pieniędzy, ale będą musieli to wszystko poddać utylizacji poprzez spalenie, a nie jest to proces ekologiczny”. 

– Szacuje się, że straty sektora drobiarskiego sięgną w skali roku ok. 1 mld zł. Drobiarze tego nie wytrzymają. Część zbankrutuje, lub społeczeństwo, czyli każdy z nas, za mięso drobiowe będzie musiał zapłacić więcej 

– ocenił minister.

Krzysztof Ardanowski wskazał także na problem uboju rytualnego. Według niego, „jest to kwestia zasad, etyki, a nawet aksjologii – co jest dobre, co jest złe”. 

- W sprawach aksjologicznych, w kwestiach sumienia, nie może być żadnych nakazów i dyscypliny głosowania. Pan Bóg oceni, czy jesteśmy dobrymi, czy złymi ludźmi i ja tylko Jego wyroku się lękam. Historia, a pewnie i każdy z nas, zna ludzi, którzy kochając zwierzęta jednocześnie nie kochają drugiego człowieka

– powiedział szef resortu rolnictwa. 

- Tę ustawę nagłaśniają ludzie, którzy w życiu nie widzieli żadnego uboju, ani tego „niby” lepszego, polegającego na niszczeniu mózgu zwierzęcia poprzez wstrzeliwanie mu w czaszkę metalowego pręta lub gruchotania kości czaszki potężnym uderzeniem, ani tego, który jest kwestionowany, polegającego na podcięciu wyjątkowo ostrym ostrzem, jednym ruchem, wszystkich naczyń krwionośnych, prowadzących krew do mózgu, co powoduje utratę świadomości zwierzęcia. (…) Ja widziałem jeden i drugi i tym się różnię od innych, że wiem, jak wygląda ubój zwierząt

- przekonywał minister Ardanowski. – Mam także, jako człowiek zobowiązany przez PiS do zajmowania się sprawami rolnictwa i zapewnienia odpowiednich dochodów rolnikom, obowiązek również informować o skutkach ekonomicznych zakazu uboju rytualnego – dodał.

Co z ubojem rytualnym?

Odnosząc się do słów unijnego komisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, który przedstawiał statystyki mówiące, że większość polskiego eksportu  wołowiny jest adresowana do państw Unii Europejskiej, minister rolnictwa zaznaczył, że dane sprzed 7 lat nie mają praktycznego znaczenia, bo wtedy były możliwości przekierowania części eksportu drobiu i wołowiny na inne rynki, a hodowla była w Polsce znacznie mniejsza, niż obecnie. - W tej chwili znaczna część wołowiny i drobiu wysyłana do krajów UE jest zaopatrzeniem mieszkających tam kilkudziesięciu milionów muzułmanów i - w mniejszym stopniu - żydów - wskazał.

- W drobiu jesteśmy na czołowych miejscach na świecie, z wołowiną rozwijamy się na wielką skalę i nie ma żadnych nowych rynków zbytu, jak rynki muzułmańskie. Muzułmanów na świecie jest ponad 1,6 miliarda. Oprócz muzułmanów w UE to są kraje Północnej i Zachodniej Afryki, Zatoki Perskiej, Centralnej i Południowo-Wschodniej Azji, np. w Indonezji żyje ich ok. 230 mln 

- zaznaczył.

Według niego, polskie rolnictwo bez eksportu na te rynki „będzie miało ogromne problemy”, a rezerwy są związane właśnie z produkcją mięsa, które jest „stosunkowo drogim kondensatem żywieniowym, mało objętościowym i łatwym do transportu”.

- Nie jesteśmy i nie będziemy ogromnym producentem zboża, rzepaku czy buraków. Rynek światowy jest nasycony mlekiem i jego produktami. Pozostaje mięso. Jednak z uwagi na zmiany  na rynkach światowych, a także na panujący w Europie ASF, hodowla trzody chlewnej „nie zbuduje przyszłości polskiego rolnictwa”

- ocenił.

- Zostaje drób i wołowina. Ale Europa podpisała umowę z krajami Ameryki Południowej, z tzw. grupy Mercosur, a to - jak się nic nie zmieni - sprawi, że Europa zostanie zalana tanim drobiem z Brazylii i wołowiną z Argentyny, dobrej jakości, która jest wielokrotnie tańsza od europejskiej

- wskazywał Ardanowski.

Podkreślił, że jedną z szans na zwiększenie dochodów polskiego rolnictwa jest zintensyfikowanie hodowli bydła mięsnego oraz, szczególnie na terenach górskich, produkcji baraniny i jagnięciny – Mamy ku temu dobre warunki, bo mamy dobry klimat, dużo użytków zielonych oraz dużo nieużytków, które powinny stać się ekstensywnymi pastwiskami  - mówił.

- Jeżeli mamy rozwijać drób, jako sposób sprzedaży zboża i innych komponentów paszowych z jednej strony, a wołowinę i baraninę z drugiej, to trzeba szukać rynków. Nie ma innych nowych, chłonnych rynków poza krajami potrzebującymi żywności halal, a my tą ustawą „zarzynamy” eksport do krajów muzułmańskich

- podsumował minister.