Rafał Trzaskowski przed drugą turą wyborów prezydenckich za wszelką cenę chciał pozyskać choć część wyborców ze środowisk narodowych, którzy w pierwszej turze mogli poprzeć Krzysztofa Bosaka. Padła nawet deklaracja:

Pójdę na Marsz Niepodległości jeśli nie będzie wykorzystywany politycznie

Ale kampania wyborcza już minęła, Trzaskowski prezydentem kraju nie został i dziś ogłosił, że zgłosił do Prokuratury przypadki nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, rasowych i etnicznych na Marszu Niepodległości.

- #WarszawaDlaWszystkich to miasto wolne od nienawiści. Dlatego zgłosiłem do prokuratury przypadki nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, rasowych etnicznych na Marszu Niepodległości. Będzie śledztwo - sąd uwzględnił moje zażalenie na odmowną decyzję Prokuratury

 - napisał na Twitterze prezydent stolicy.

Chodzi o Marsz Niepodległości, który odbył się w 2019 roku. Zdaniem urzędników, symbole, znaki i hasła, które pojawiły się wówczas na nim, wyczerpują znamiona nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych i etnicznych. Jak wyjaśniała rzecznik ratusza Karolina Gałecka, prezydent stolicy złożył zażalenie na decyzję Prokuratury o odmowie wszczęcia postępowania w tej sprawie. "Sąd uwzględnił zażalenie prezydenta i polecił wszcząć śledztwo" - powiedziała Gałecka.

Decyzja Trzaskowskiego spotkała się z krytyką komentatorów, którzy wypominają mu sytuację z kampanii wyborczej: