Decydujące dni

  

Sytuacja w koalicji rządowej jest tak dynamiczna, że gdy będą czytali Państwo te słowa, może się okazać, że nastąpiło już polityczne przesilenie. Lecz póki tego nie wiemy, warto do tego, co się dzieje, podchodzić na chłodno, raczej analizując, niż oddając się emocjom.

Mamy do czynienia na pewno bądź ze sporym kryzysem politycznym, bądź z koalicyjnym przesileniem. Jego efekty mogą być brzemienne w skutki. Paradoksalnie jednak wydaje się, że poprzedni kryzys, ten z wczesnej wiosny 2020 r., związany z datą wyborów prezydenckich i słusznie kojarzony z nazwiskiem byłego wicepremiera Jarosława Gowina, był co do potencjalnych skutków groźniejszy.
Zjednoczona Prawica – formuła najlepsza, ale przesilenie konieczne

Groził bowiem porażką w wyborach prezydenckich i znaczącą zmianą całej sytuacji politycznej: podział władzy na zasadzie „nasz premier – ich prezydent” oznaczałby prawdopodobnie równię pochyłą i znaczące zwiększenie możliwości oddania władzy jesienią 2023 r.

Dziś polityczne ruchy tektoniczne mają może większą skalę, są silniejsze, ale ich polityczne skutki nie muszą być aż tak duże ani przede wszystkim szybkie.

Trzeba powiedzieć wyraźnie, napisać to sto razy i zaczynać każdy dzień od tego stwierdzenia niczym od modlitwy: formuła obecnej koalicji rządowej, funkcjonowanie obozu Zjednoczonej Prawicy jest absolutnie optymalne z punktu widzenia interesów Polski i szeroko rozumianego obozu patriotycznego. Jednocześnie jednak funkcjonowanie tej koalicji i OZP na dotychczasowych warunkach, w obecnym kształcie generującym niemal permanentnie zgrzyty i napięcia – jest już nie do zaakceptowania. Dotychczas mówiliśmy – „Tak być nie musi”. Teraz mówimy – „Tak być nie może!”. Tu jest różnica. To się zmieniło.

Anty-PiS: bez większości w obecnym Sejmie

Najprostszą, najbardziej oczywistą dla obecnej koalicji rządowej alternatywą nie jest bynajmniej przesilenie w Sejmie i wyłonienie nowej koalicji. To dziś po prostu jest niemożliwe. Na szczęście anty-PiS ma swoje znaczące ograniczenia. Wczoraj występowałem w długiej, 40-minutowej debacie w telewizji Polsat News, gdzie na moich oczach – przyjmowałem to z uśmiechem – przedstawicielka lewicy wymuszała na reprezentancie Koalicji Obywatelskiej deklarację, że z jednej strony PiS trzeba odsunąć od władzy, ale z drugiej – w tym celu z Konfederacją pójść nie można. No i wymusiła.

Tymczasem matematyka polityczna jest nieubłagana. Nie sądzę, aby ze względu na swoich wyborców jakiekolwiek ugrupowanie ze Zjednoczonej Prawicy zagłosowało za konstruktywnym wotum nieufności. Czym innym jest odejść z rządu – a czym innym go obalić. Oczywiście można nie przyjść na salę sejmową lub jeszcze bardziej demonstracyjnie być na sali plenarnej i nie zagłosować, w ten sposób obniżając frekwencję i dając szansę opozycji. Jednak taki „numer” wykluczam, bo byłby to gol samobójczy z punktu widzenia obu, nie tylko Solidarnej Polski, partii koalicyjnych. Zatem nie widzę – i chyba mało kto widzi – scenariusza zasadniczej zmiany układu sił politycznych w obecnym Sejmie.

Co zatem jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem? Rząd mniejszościowy? Przedwczesne wybory parlamentarne?

Szybsze wybory: PiS może, Hołownia chce, inni w strachu

Odrzucam stanowczo perspektywę rozpisania wyborów przedterminowych do Sejmu i Senatu RP. W moim przekonaniu to mission impossible. Tych wyborów tak naprawdę nikt nie chce. Mowa oczywiście o formacjach funkcjonujących w parlamencie.

My, Prawo i Sprawiedliwość, jesteśmy na nie gotowi i przyjmujemy taką ewentualność, tych wyborów się nie boimy, ale nie oznacza to, że będziemy do tego dążyć. Być może jednak będziemy na nie skazani...

Inne ugrupowania są taką perspektywą wręcz przestraszone. Koalicja Obywatelska ma poczucie śmiertelnego niebezpieczeństwa w postaci wejścia do gry ruchu Szymona Hołowni. Przez najbliższe trzy lata do wyborów parlamentarnych A.D. 2023 formacja ta straci powab świeżości, ale teraz nie dość, że weszłaby do Sejmu, to jeszcze może nawet liczyć na paręnaście procent głosów. Oczywiście nie kosztem Prawa i Sprawiedliwości, lecz Platformy Obywatelskiej, czy szerzej – Koalicji Obywatelskiej. Pospolite ruszenie skupione wokół tego byłego dziennikarza TVN i celebryty z poglądami od ściany do ściany byłoby jedynym albo głównym beneficjentem wcześniejszych wyborów. Ba, potem nie tylko stawiałoby ostre warunki PO, ale wręcz mogłoby, opierając się na wyniku wyborczym – Hołownia może liczyć nawet na połowę głosów, które padną na PO, a może i nawet, przy dobrej kampanii, na dwie trzecie – szantażować partię Borysa Budki.

Zaraz, zaraz, Budki? Przecież w PO trwa teraz zacięta walka o władzę, co też jest istotnym powodem, dla którego Platforma wyborów boi się jak diabeł święconej wody. Skądinąd rozmawiałem ostatnio niespodziewanie, podczas imprezy sportowej, z jednym z najważniejszych polityków PO i Koalicji Obywatelskiej. Szczerze, otwarcie mówił, że jego formacja nie chce przyspieszonych wyborów, ba, że jest w tej sprawie niepisany konsensus wśród całej opozycji. Takie stanowisko dobrze oddaje nastroje wśród elit Platformy, zmęczonych czterema wyborami w ciągu zaledwie 1,5 roku (jesień 2018 – samorządowe, wiosna 2019 – do Parlamentu Europejskiego, jesień 2019 – parlamentarne i tegoroczne wybory prezydenckie). Zapewne uważają, że teraz trzeba skupić się na wewnątrzpartyjnej walce o władzę, a potem rządowe „pieczone gołąbki same wpadną do gąbki” na zasadzie narastającego zmęczenia rządami PiS i prawicowej koalicji.

Lewica też wzdraga się na myśl o przyspieszonych wyborach. Ich kandydat w wyborach prezydenckich, europoseł Robert Biedroń, uzyskał nieco ponad… 2 proc. głosów! Lewicy nie było w Sejmie RP w latach ­2015–2019. Byliśmy wtedy zresztą jedynym krajem członkowskim Unii Europejskiej (na 28!), który w parlamencie nie miał reprezentacji lewicy. Teraz ma, ale w śladowych ilościach i z niewielkim poparciem w sondażach. Lewica zatem woli przeczekać do 2023 r., licząc oficjalnie, że stanie się beneficjentem zwycięstwa anty-PiS i ewentualnej dekompozycji po stronie Koalicji Obywatelskiej. To oficjalna wykładnia, a nieoficjalna, ta, która ma zmobilizować „swoich” wyborców, jest realizacją marzenia o byciu młodszą siostrą Platformy w koalicji rządowej. I warto pamiętać, że Lewica jest, gdy chodzi o rządzenie krajem, maksymalnie wyposzczona, bo o ile PO z PSL straciły władzę pięć lat temu, o tyle SLD lat temu… piętnaście. Nie może zatem pozwolić sobie na wyborcze przestrzelenie.

To wszystko działa na rzecz – nie ukrywajmy – zarówno krótkoterminowej taktyki Jarosława Kaczyńskiego, jak i jego dalekosiężnej strategii.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts