Europejska Unia Piłkarska oraz węgierski rząd zgodziły się aby na trybunach spotkanie Bayernu z Sevillą obejrzała pewna liczba kibiców. Jednak sytuacja związana z pandemią koronawirusa na Węgrzech ostatnio znacznie się pogorszyła. W środę telewizja Sky oraz platforma internetowa DAZN zapowiedziały, że nie wyślą dziennikarzy do Budapesztu. Komentarz do transmisji na żywo robiony będzie z Niemiec.

Sky bierze pod uwagę zmieniającą się sytuację w Budapeszcie i, inaczej niż planowano, nie wyśle nikogo na miejsce. Taką decyzję podjęto z myślą o bezpieczeństwie naszych pracowników

- powiedział rzecznik Sky. DAZN wydał oświadczenie o podobnej treści.

Bayern gra z Sevillą o Superpuchar w cieniu obaw związanych z koronawirusem

Także burmistrz Budapesztu Gergely Karacsony nie ukrywa zaniepokojenia:

Gdybym miał takie prawo, nakazałbym rozegranie tego meczu za zamkniętymi drzwiami. Odpowiedzialność ciąży na tych, którzy podejmują te decyzje.

Stadion Ferenca Puskasa w stolicy Węgier może pomieścić ok. 67 tysięcy kibiców, a do dyspozycji kibiców jest ok. 30 procent tej pojemności. Jednak szczególnie dla niemieckich kibiców podróż może okazać się kosztowna, ponieważ władze Bawarii zapowiedziały, że osoby powracające z Budapesztu będą musiały albo poddać się badaniu na koronawirusa, albo odbyć 14-dniową kwarantannę.

Każdy musi się dokładnie zastanowić, czy to jest tego warte, bo Budapeszt jest strefą podwyższonego ryzyka

- powiedział premier Bawarii Markus Soeder.

Trochę inaczej do sytuacji podchodzi czeski bramkarz Sevilli Tomas Vaclik:

Mnie akurat ten mecz cieszy, bo po raz pierwszy od początków marca zagramy przed jakimiś kibicami. Jeśli się nic nie zmieni, na stadionie w Budapeszcie może być ich ok. 20 tysięcy. Byłoby wspaniale. Ostatnio graliśmy przy pełnych trybunach 7 marca z Atletico Madryt, a potem na stadionach było już cicho.