Ciężko powiedzieć cokolwiek po takim meczu. Nikt się nie spodziewał, że możemy tak fatalnie wejść w mecz. Pierwsza połowa, to był jakiś dramat. Wynikało to z tego, że skompromitowaliśmy się w pierwszej minucie. Gdyby nie bramkarka, to byśmy już wtedy przegrywali. Potem byliśmy przestraszeni, a Czeszki się napędziły. W końcówce pierwszej połowy, po rzucie rożnym mogliśmy zdobyć gola na 1:1, ale nie udało

- powiedział szkoleniowiec podczas pomeczowej konferencji prasowej.

Czeszki pokonały Polki. Ozdobą spotkania był gol Staskovej

Już w pierwszej minucie Czeszki był dwa razy bardzo bliskie objęcia prowadzenia. W efekcie pierwszej akcji meczu sama przed Katarzyną Kiedrzynek znalazła się Lucie Martinkova, ale bramkarka odbiła piłkę. Po kilkunastu sekundach przed szansą na otwarcie wyniku stanęła Andrea Staskova, ale wywalczył tylko rzut rożny.

Jednak to właśnie ta piłkarka zdobyła pierwszego gola w tym spotkaniu. W 28. min. pięknie uderzyła piłkę rzutu wolnego i Kiedrzynek była bezradna. Polki "obudziły się" pod koniec pierwszej polowy. Bliska wyrównania była Małgorzata Mesjasz, ale drużyny zeszły do szatni przy wyniku 0:1.

Po przerwie mecz toczył się pod dyktando biało-czerwonych. Jednak to rywalki podwyższyły prowadzenie. W 70. min. Kamila Dubcova znalazła się w sytuacji sam na sam z bramkarką, minęła ją zwodem i umieściła piłkę w siatce.

Bardzo mocno oddaliliśmy się od awansu, o ile nie przekreśliliśmy naszych szans

- podsumował trener Stępiński.

                             

Polska - Czechy 0:2 (0:1)

Bramki: 0:1 Andrea Staskova (28-wolny), 0:2 Kamila Dubcova (70).

Żółte kartki: Polska - Gabriela Grzywińska, Anna Rędzia, Małgorzata Mesjasz, Natalia Chudzik; Czechy – Lucie Martinkova.

Sędzia: Iuliana Elena Demetrescu (Rumunia). Mecz bez udziału publiczności.