Na dzień przed katastrofą był wyszydzany i poniżany przez media oraz internautów. Po 10 kwietnia przez chwilę wielu biło się w piersi. Tylko przez chwilę. O przemyśle pogardy wymierzonym w śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego pisze w książce wydawnictwa Prohibita Sławomir Kmiecik.

„Przemysł pogardy. Niszczenie wizerunku prezydenta Lecha Kaczyńskiego w latach 2005–2010 oraz po jego śmierci” to książka pokazująca brutalną walkę ze śp. Lechem Kaczyńskim. Ci, którzy najdotkliwiej go obrażali, stawali się autorytetami, gwiazdami mediów głównego nurtu. Na opluwaniu prezydenta największą karierę zrobił chyba Janusz Palikot. Oto mała próbka obrzydliwości spod jego pióra. Zastanawiając się nad motywacją, którą w grze politycznej kierują się bracia Lech i Jarosław Kaczyńscy, napisał: „Widzę tylko tę jedną: przesłonięcie własnego tchórzostwa. Próbę wymazania kompleksów z młodości – kurdupli, przeganianych na podwórkach Żoliborza przez silniejszych kolegów, kompleksu słabosilnych, którzy respektują twarde zasady wyłącznie wobec słabszych od siebie. A kiedy nie dają sobie rady, chowają się za barykadę kobiecych spódnic lub sięgają po kaczuszkę”.

Cały czas w kierunku prezydenta padały kalumnie: „kurdupel”, „kartofel”, „alkoholik”, „cham”, „dureń” czy „homofob”. Ich autorów należy przypominać z imienia i nazwiska. Opowieść zawarta w książce Sławomira Kmiecika toczy się pomiędzy częścią pierwszą: „Misja: zabić śmiechem”, a częścią drugą: „Śmierć do rozpuku”. Zacytujmy losowo wybrane hasła: „łajniak” – autor Lech Wałęsa, 9 czerwca 2008 r.: „To jest mały zakompleksiony człowiek, który próbuje zniszczyć tamten dorobek. Całe życie Lech Kaczyński trząsł się ze strachu, a teraz kiedy mu wolno, pokazuje, jaki jest ważny. Są takie łajniaki, które można przystawić do miodu, ale one i tak zawsze wrócą do łajna. I są tacy ludzie w Polsce jak Kaczyńscy i Zybertowicze, którzy zawsze w łajnie będą grzebać”. „Zdobywca krzesła” – autor Bronisław Komorowski, 16 października 2008 r.: „Prezydent odniósł sukces w Brukseli, bo zdobył krzesło. Jeśli to ma być miarą jego sukcesu, to ja bym się na jego miejscu spalił ze wstydu”. „Zmierzający do katastrofy” – autor Janusz Palikot, 22 lipca 2008 r.: „Ja jestem w skrajny sposób zasmucony. Martwię się o przyszłość mojej ojczyzny. Życzę Polakom i Polsce, żeby Lech Kaczyński jak najszybciej przestał być prezydentem tego kraju, bo każdy dzień jego prezydentury przybliża nas do katastrofy takiej czy innej, wewnętrznej czy zewnętrznej. Oby się to jak najszybciej skończyło”. Skończyło się.

Tę książkę powinniśmy czytać na głos naszym znajomym i przyjaciołom – lemingom. Pamiętacie, jaki był Lech Kaczyński? „Trzymający głowę na biuście Dody”, „uprawiający seks z lalką”, „wariat”, „wnuk komunisty”, „wojnę z Rosją wywołujący”, „nabzdyczony”, „nadęty”, „nacjonalista”, „schizofreniczny”, „psychopatyczny”, „półżywy”, „porozumiewający się na migi”, „podskakujący”, „pechowy”, „obrzydliwy”, „zacietrzewiony”, „mściwy”, „obciachowy”, „nikt”. Myśmy to wszystko naprawdę znosili?