Od dłuższego czasu wydawało się, że kariera Arkadiusza Milika w Napoli dobiega końca. Polak był blisko przejścia do Juventusu Turyn, ale po zwolnieniu trenera Maurizio Sarriego plany mistrza Włoch uległy zmianie. "Stara Dama" zapragnęła sprowadzić Luisa Suareza z FC Barcelony, a później Edina Dżeko z AS Roma. Okazało się, że Milik miałby zastąpić tego drugiego snajpera w rzymskim klubie.

Od początku rozmowy rzymian z Napoli nie były łatwe. Kiedy drużyny doszły do porozumienia, to nieoczekiwanie zaprotestował sam piłkarz. Według doniesień "La Gazzetta dello Sport" rzymski klub chciał płacić Milikowi 5 mln euro rocznie, ale to miało ponoć nie satysfakcjonować Milika. Dziwne - bowiem pod Wezuwiuszem zarabia o połowę mniej.

Transferowa układanka się posypała. Morata zagra w Juve, Dżeko zostanie w Rzymie, a Milik na lodzie

Koniec końców napastnik również osiągnął porozumienie z AS Roma. Wydawało się, że pozostały tylko formalności, ale testy medyczne przedłużały się, a do prasy zaczęły przeciekać informacje, jakoby stan kolan Milika budził niepokój w sztabie medycznym klubu ze stolicy Włoch. Rzymianie chcieli negocjować kwotę transferu i sprawa znów stanęła w miejscu.

W tej sytuacji Juventus podjął "męską" decyzję. Do Turynu nie trafił Milik, nie zagra tam zapewne również Dżeko, bo Andrea Pirlo sprowadził Alvaro Moratę. Hiszpan w nocy przyleciał do Turynu i jego transfer zakończy raczej na dobre spekulacje o następcy Gonzalo Higuaina na szpicy drużyny mistrza Włoch.

Transferowa układanka ponownie się rozsypała, a najbardziej poszkodowanym w całym zamieszaniu może być Milik. Polak spalił za sobą mosty i w Napoli już raczej nie zagra, a w obecnej sytuacji nie trafi zapewne również do Rzymu. Gdzie będzie kopał piłkę Milik w tym sezonie wciąż pozostaje zatem zagadką.