Dziś popołudniu zbierze się kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości, które podejmie decyzje, co dalej z projektem Zjednoczonej Prawicy. W programie Michała Rachonia "#Jedziemy" Marek Suski, członek Komitetu Politycznego PiS potwierdził wcześniejsze stwierdzenia, że w tej chwili nie można mówić o koalicji w obozie ZP. 

- Co będzie dalej, czy uda się dojść do porozumienia, czy będzie rząd mniejszościowy - dowiemy się w ciągu kilku dni - powiedział.

Zapytany o to, czy w trakcie weekendu pojawiły się jakieś sygnały, wskazujące na zmianę obecnej sytuacji, przyznał, że "płyną one od niektórych posłów".

- Sygnały płyną od niektórych posłów tych dwóch partii [Solidarnej Polski i Porozumienia], którzy mówią, że chcieliby pozostać w koalicji. (...) Nawet sam rozmawiałem z dwoma panami, którzy niekoniecznie popierali te działania, które podjęli ich liderzy. Można powiedzieć, że liderzy próbują używać różnych rzeczy, takich jak niegłosowania nad ustawą [o ochronie zwierząt] do przyciskania PiS, by [ich partie] miały większy wpływ na to, co dzieje się w koalicji

- stwierdził Marek Suski.

Jego zdaniem, jest to "pewnego rodzaju gra", prowadzenie negocjacji przez "odrzucanie ustaw ważnych dla PiS, by pokazać swoją odrębność i pokazać, że gdy nie dostaniemy tego, czego chcemy, to będzie rząd mniejszościowy".

Przyznał, że głosowanie nad ustawą o ochronie zwierząt było "detonatorem".

- Wszyscy widzieliśmy, że coś nie gra. Nie było najlepiej, a wtedy nastąpił wybuch. (...) Widzieliśmy rozmowy, z których nic nie wynika. Nie najlepiej funkcjonowało to, że wspólny cel zaczął być przesłaniany. Być można analiza prof. Andrzeja Zybertowicza byłaby trafna, który mówił, że czasem ludzie piastujący wysokie stanowiska, zaczynają mieć na względzie własne ego, a nie dobro kraju

- ocenił Suski.