Wczoraj w Warszawie rozpoczął się próbny przesył ścieków z lewej na prawą stronę rzeki. Tym razem państwu polskiemu zbudowanie bajpasu zajęło już ponad 21 dni. Sytuację regularnie bagatelizują aktywiści ekologiczni, którzy teraz przekonują, że nie mamy do czynienia z katastrofą ekologiczną. Tym razem twierdzą, że Wisła jest… przekarmiana.

– Wisła jest bardzo dużą rzeką, nie zdołaliśmy jej popsuć regulacjami, więc ma dużą zdolność do samooczyszczania się. Poniżej Warszawy to już jest w zasadzie rzeka naturalna, więc po kilkunastu kilometrach Wisła sobie poradzi z taką ilością ścieków

– tłumaczy dr Przemysław Nawrocki.

Ta ciekawa koncepcja zakłada, że dojdzie do rozwoju wielu organizmów. To oczywiście prawda, ale problem jest również taki, że sami aktywiści śmiali się, gdy np. prof. Jan Szyszko mówił o tym, że dwutlenek węgla to gaz życia. W przeszłości również aktywiści nie mieli wątpliwości, że ścieki są niebezpieczne.

- Ścieki komunalne trafiające do Wisły z Warszawy zawierają dużą ilość substancji odżywczych, odpady stałe oraz trudny do ustalenia ładunek metali ciężkich, których podwyższone stężenie znajduje się w Wiśle poniżej miasta. Prawdopodobnie nie występują tam substancje wysoce toksyczne, także wyszczególnione w ramowej dyrektywie wodnej, jednak brak jest danych na ten temat – pisał Greenpeace w 2006 r.

CZYTAJ WIĘCEJ w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"!