Posłanka Prawa i Sprawiedliwości i członkini Rady Mediów Narodowych powiedziała na antenie Programu I Polskiego Radia, że "w tej chwili nie ma kryzysu w kolacji rządzącej, koalicja Zjednoczonej Prawicy praktycznie nie istnieje". "Konsekwencje tego są oczywiste, także jeśli chodzi o stanowiska w rządzie" – oznajmiła.

Mam wrażenie, że nasi dotychczasowi koalicjanci w Zjednoczonej Prawicy nie do końca doceniają to, co się zdarzyło, ani konsekwencji własnego stanowiska, ani tego, co mówią politycy z kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości

 – powiedziała.

Wydaje mi się, że zarówno Solidarna Polska, jak i Porozumienie traktują te deklaracje i zapowiedzi jako jakiś rodzaj strategii negocjacyjnej. Tak nie jest. Trzeba wyciągnąć konsekwencje z tego, że nie mamy większości w Zjednoczonej Prawicy, jeśli chodzi o najważniejsze, fundamentalne sprawy programowe

- dodała.

Lichocka wskazała, że politycy z Porozumienie i Solidarnej Polski zajęli (akie stanowisko, które właściwie unieważniło istnienie Zjednoczonej Prawicy. "To było tak naprawdę wypowiedzenie koalicji" – stwierdziła.

"Nie da się mówić, że jest się w koalicji i głosować, mieć stanowisko sprzeczne z tym, co jest stanowiskiem programowym, z którym szliśmy do wyborów. Nie da się być w Zjednoczonej Prawicy i jednocześnie głosować tak, jak część opozycji, która najbardziej atakowała tę ustawę" - powiedziała.

Przypomniała, że w poniedziałek zbierze się kierownictwo PiS, które podejmie decyzje o dalszych krokach. "Jeśli będą to konsekwentne kroki, to powinny nastąpić takie działanie, które będą oznaczać odejście z rządu przedstawicieli koalicjantów, jeżeli kierownictwo PiS podejmie takie decyzje i trzeba się nastawić na to, że będziemy próbować rządzić i przeprowadzać nasz program rządem mniejszościowym" - powiedziała.

Jeżeli w dalszej perspektywie to będzie niemożliwe, to będą wcześniejsze wybory. Trzeba politykę traktować poważnie. Nie można pozwolić sobie na to, żeby koła buksowały, żeby przez różne ambicje, przez różne złe diagnozy, projekt czy poważniejsza zmiana nie mogły być realizowane, albo mogła być realizowana tylko w części

 – powiedziała.

Lichocka oceniła, że "dobrze by było, żeby mieć z tyłu głowy, że perspektywa, w jakimś nie najdłuższym okresie, wcześniejszych wyborów jest bardzo prawdopodobna i że na tym też polega polityka".

Jeżeli okazuje się, że nie mamy większości w Sejmie do przeprowadzenia zmian, które poparli Polacy w wyborach parlamentarnych, a także prezydenckich głosując gremialnie na Andrzeja Dudę, to trzeba powiedzieć 'poprosimy o mocniejszy mandat'. Musimy jeszcze ten krok zrobić, żeby rządzić samodzielnie, bez obciążeń

– powiedziała.