10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154, wiozącego delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria, najwyżsi dowódcy wojska i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

Prokuratura Krajowa wystąpiła z wnioskiem o areszt tymczasowy dla trzech kontrolerów z lotniska w Smoleńsku, którzy pełnili tam służbę w kwietniu 2010 roku. Tymczasem Kreml oświadcza, że wniosek w tej sprawie ocenia negatywnie.

Decyzja prokuratury jest przełomem psychologicznym, prawnym i merytorycznym. Diagnoza, iż kontrolerzy lotu fałszywie sprowadzali samolot podczas podejścia do lądowania, nie jest nowa. Prokuratura zastanawiała się, jak ten pogląd ująć prawnie. Początkowo była wersja o nieumyślności. Później o umyślnym działaniu, ale wystąpiła tylko do władz rosyjskich. Dopiero po dwóch latach po przedstawieniu przez naszą komisję raportu, wydała taką decyzję

- mówił w programie Tomasza Sakiewicza przewodniczący podkomisji smoleńskiej, b. szef MON Antoni Macierewicz.

Jak wykazywał, w tym sensie decyzja jest znacząca i wymaga bardzo silnego wsparcia instytucji państwa polskiego.

Na pytanie, czy mamy do czynienia z próbą rozbicia samolotu, Macierewicz stwierdził, że aby doprowadzić do eksplozji, trzeba było to zrobić w taki sposób, by można było ten fakt ukryć. Gdyby eksplozja nastąpiła wyżej, wykazywał, nie na poziomie gruntu - byłaby oczywista. 

Polscy piloci pięciokrotnie od początku tego lotu powtarzali, że jak będzie zła pogoda, zdecydują się na odejścia na drugi krąg. Przygotowali się na taki scenariusz. Nie było wątpliwości, że nie zamierzają lądować. Polscy piloci odeszli na drugi krąg, jest to odnotowane w zapisach wieży, ale intencja sprowadzenia samolotu jak najbliżej ziemi jest oczywista, odnotowana

- mówił, przypominając, że "kontrolerzy lotu dążyli do tego, żeby samolot był jak najbliżej ziemi, kilometr od pasa" - takie też miały być informacje systematycznie podawane polskim pilotom. 

Czy było możliwe, że kontrolerzy próbowali rozbić samolot?

Wchodzenie w intencje kontrolerów lotów zawsze jest obarczone pewnym błędem. Wiele elementów jest znanych. Mamy dokładnie odwzorowane rozmowy pomiędzy kontrolerami na wieży oraz pomiędzy nimi a generałem Benediktowem i centrum dyspozytorskim w Moskwie. To, co się działo na wieży, przypominało dramatyczną sytuację, gdzie kontrolerzy przeklinali i siebie wzajemnie, i przeklinali swoich zwierzchników

- wskazał.

W istocie decydowała Moskwa

- dodał.

Macierewicz przypomniał również, że Rada Europy napisała raport bazujący i odwołujący się do raportu technicznego i podjęła decyzję, rezolucję w której domagała się zwrotu wraku i współpracy z Polską ze strony Federacji Rosyjskiej.

Zaś samo wyjaśnienie sprawy smoleńskiej wymaga tego, by był rząd, który dąży do prawdy.

- Wierzę, że rządy polskiej niepodległościowej prawicy będą kontynuowane. Nie mam wątpliwości, że formacja prawicowa będzie miała większość w polskim Sejmie - zaznaczył.

Chcę publicznie podziękować odpowiednim organom USA za dostarczenie niesłychanie istotnych materiałów - głównie fotograficznych, ale nie tylko - które stały się bazą, podstawą dla komisji, jaką kieruję, odtworzenia przebiegu wydarzeń. Bez tej mapy, która jest zdjęciem satelitarnym zrobionym cztery godziny po katastrofie z niesamowitą dokładnością, zapewne nie bylibyśmy w stanie odtworzyć przebiegu wydarzeń. Pomoc ze strony USA mamy w bardzo szerokim zakresie

- wyliczał Macierewicz, zaznaczając, że "rzeczywiście brakuje tego, co prezydent Trump przyrzekł cztery lata temu": publicznego wezwania Federacji Rosyjskiej do natychmiastowego oddania wraku i całego materiału dowodowego, który jest bezprawnie przetrzymywany.

Mamy nadzieję, ze prezydent Trump jak najszybciej to zrobi

- stwierdził.


W tym roku minęło 10 lat od rozpoczęcia śledztwa w sprawie katastrofy samolotu Tu-154M z 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku. Postępowanie to zostało wszczęte w dniu wypadku przez ówczesną Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie.

Po reformie prokuratury przez rząd PiS śledztwo od zlikwidowanej wtedy prokuratury wojskowej przejęła Prokuratura Krajowa. Od marca 2016 roku sprawą zajął się Zespół Śledczy nr I Prokuratury Krajowej.

Rzecznik PK Ewa Bialik informowała w środę wieczorem, że Zespół śledczy nr 1 wystąpił do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Mokotów z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie trzech kontrolerów pełniących w 2010 r. służbę na lotnisku Smoleńsk Północny (Siewiernyj). To pierwszy krok do wydania międzynarodowego listu gończego. Po ewentualnym wydaniu przez sąd postanowienia o tymczasowym aresztowaniu kontrolerów, śledczy będą mogli podjąć działania zmierzające do ich zatrzymania.

Jeszcze w kwietniu 2017 r. prokuratura wydała postanowienia o zmianie zarzutów stawianych rosyjskim kontrolerom - płk. Pawłowi P. i mjr. Wiktorowi R. – z nieumyślnego spowodowania katastrofy i sprowadzenia jej niebezpieczeństwa na działanie umyślne. Prokuratorzy przyjęli, że podejrzani – zezwalając na zniżanie się samolotu i warunkowe próbne podejście do lądowania – przewidywali, iż może dojść do katastrofy i się na nią godzili. Wtedy też po raz pierwszy zarzuty postawiono ppłk. Nikołajowi K., który wydawał polecenia kierownikowi lotów. W przeszłości był dowódcą lotniska Smoleńsk Północny.