Constans w nomenklaturze matematycznej i fizycznej oznacza wielkość stałą, niezmienną. W przypadku filmu Zanussiego nie jest przypadkiem ani samo nawiązanie do nauk ścisłych, ani wspomniana niezmienność. Reżyser długo szukał swojej drogi. Początkowo studiował fizykę na Uniwersytecie Warszawskim, potem zaś filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, by w końcu trafić do łódzkiej Filmówki na wydział reżyserii. W 1965 roku zrealizował etiudę szkolną "Śmierć prowincjała", którą nagrodzono m. in. na festiwalach w Wenecji, Mannheim i Moskwie. Cztery lata później powstał film "Struktura kryształu" – pełnometrażowy debiut reżysera. Ten refleksyjny dyskurs moralny o wyborze postaw życiowych pokazuje, w którą stronę zmierzać będzie kino Zanussiego. W tym kontekście warto wśród kolejnych jego filmów wyróżnić przede wszystkim powstałą w 1972 roku "Iluminację", szczególnie zaś "Barwy ochronne" z 1976 roku i "Constans" (1980).

Głównym bohaterem "Constansu" jest Witold Partyka (Tadeusz Bradecki). Dzięki przyjacielowi ojca (zginął w Himalajach) dostaje pracę w przedsiębiorstwie organizującym wystawy zagraniczne. Jest to dla niego atrakcyjna posada, bo pozwala na dalekie podróże. Niestety bohater popada w konflikt zarówno ze swoim szefem Mariuszem (Witold Pyrkosz), jak i kolegami z działu. Nie chce bowiem uczestniczyć w oszustwach, które w tej firmie są codziennością. Na postawę mężczyzny bez wątpienia ma wpływ wychowanie, jakie wpoiła mu głęboko wierząca matka (Zofia Mrozowska). Witek jest stały i niezmienny w swoim nieprzejednaniu. Jego postawa jest niezrozumiała dla otoczenia, z którym jest coraz mocniej skonfliktowany.

"'Constans' Krzysztofa Zanussiego ogląda się z zazdrością. I choć hasło 'kino moralnego niepokoju' zbanalizowało się, filmy tamtej świetnej dekady, uderzają swoją świeżością"

– powiedział krytyk filmowy Tadeusz Sobolewski. Jego zdaniem "filmy Wajdy, Zanussiego, Kieślowskiego wyprzedzały rzeczywistość, współtworzyły ją, kreowały postacie młodych inteligentów, jakich można było spotkać w Komitecie Obrony Robotników, w Klubach Inteligencji Katolickiej i potem w 'Solidarności'". Krytyk dodaje jednocześnie, że "kimś takim była Krystyna Janda w 'Człowieku z marmuru', Juliusz Machulski w 'Personelu', Jerzy Stuhr w 'Amatorze', Bogusław Linda w 'Przypadku'. Ten nowy polski inteligent lat 70. miał często rodowód prowincjonalny i trzymał się z dala od władzy".

W 1971 roku w wywiadzie dla magazynu "Film" Zanussi zdradził, że jego celem jest "charakteryzować bohaterów w sposób nieoczywisty, pozostawiając margines dla niedopowiedzenia, prymat nastroju nad akcją, a jednocześnie budować napięcie dramaturgiczne wynikające ze zderzenia racji psychologicznych czy moralnych".

Dziesięć lat później Aleksander Jackiewicz na łamach miesięcznika "Kino" napisał: "We wszystkich filmach Zanussiego czuje się szczególnie mocno obecność autora. Nie tylko w wywodach i beletrystyce (...) lecz także, a może przede wszystkim, w manipulowaniu planami, obrazami, które często wynikają nie z logiki opowieści, lecz z logiki myślenia autora. Chodzi (...) o te momenty, gdzie - między wierszami, między obrazami - słyszy się jego głos, widzi się bieg jego myśli, czuje puls emocji". Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na rozmowę Wiktora z granym przez Edwarda Żebrowskiego profesorem matematyki. Dyskusja pozornie ogniskująca się wokół zagadnień natury matematycznej faktycznie porusza problematykę wiary. Poszukiwania absolutu oparte o grunt nauki są bardzo bliskie Zanussiemu.

Zdaniem Jakuba Sochy, krytyka filmowego i autora książki o Edwardzie Żebrowskim "Żebrowski. Hipnotyzer": "W najlepszych filmach Zanussiego najciekawsze jest to, że nie ma łatwych odpowiedzi. Każda ze ścieżek podszyta jest niepokojem i wątpliwościami. Reżyser pokazuje wielowymiarowość sytuacji". Socha wskazał również, że kino Zanussiego to "opowieści o inteligentach, którzy są wplątani w świat, o człowieku, który ma wymagania wobec siebie, ale ma też wymagania wobec tego świata i cały czas się z tym zmaga".

Zanussi o konstrukcji swojego bohatera powiedział: "Ja mojemu bohaterowi przypisuję bardzo mocny instynkt etyczny, który każe mu coraz bardziej buntować się przeciwko zepsuciu tego świata, nawet drobnemu zepsuciu, które jednak toczy naszą codzienność". Jednocześnie reżyser przyznał, że "40 lat temu łatwiej było zrobić taki film. Obecnie dominuje chęć demistyfikacji wszystkiego, co jest bohaterskie, chęć powiedzenia, że tak naprawdę nikt nie wyróżnia się wśród innych".

W pierwszej scenie "Constansu" Witek staje przed komisją wojskową, która poddaje go badaniom. Jest to czytelne nawiązanie do początku "Iluminacji", w którym to filmie bohater – Franciszek Retman poddawany jest podobnym zabiegom. Witold ma wiele z Franciszka. Podobnie jak on jest idealistą. Obydwaj nie boją się zadawać trudnych pytań natury egzystencjalnej.

Z postaciami tymi wyraźnie koresponduje magister Jarosław Kruszyński z "Barw ochronnych", w którego wcielił się Piotr Garlicki. Oba filmy łączy również osoba antagonisty bohatera. W "Constansie" jest to Mariusz – szef Witka (Witold Pyrkosz), zaś w "Barwach ochronnych" docent Jakub Szelestowski (Zbigniew Zapasiewicz). Obydwaj oni są postaciami świetnie odnajdującymi się w mętnej wodzie układów i zepsucia. Mariusz i docent wodzą na pokuszenie. Postaci, które nie godzą się na taki stan rzeczy, Zanussi ukazuje jako drogowskazy, za którymi warto podążać. Zarówno Witold, jak i magister przypominają Don Kichota, do czego odniósł się Zanussi: "Don Kichot to archetyp błędnego rycerza, ale jednak rycerza, czyli człowieka ideałów, który co prawda trochę rozmija się z rzeczywistością, ale warto się nim zachwycić, bo on ma ideały".

"Charakterystycznym rysem stosunku Witka z 'Constansu' do świata jest bezinteresowność, obojętność wobec spraw materialnych dająca mu poczucie wewnętrznej wolności"

– pisała w 1980 roku na łamach "Filmu" Bożena Janicka. W tym Witku można również zauważyć rysy samego Zanussiego, który wiele razy podkreślał nadrzędność sfery duchowej nad materialną.

Zdaniem Sobolewskiego "'Constans' jest w gruncie rzeczy przypowieścią, tyleż 'społeczną', co 'metafizyczną'. Młody elektryk okazuje się poszukiwaczem absolutu. Po pracy, jako wolny słuchacz studiuje matematykę. I jak trzy wieki wcześniej Blaise Pascal, znajduje argument za wiarą w rachunku prawdopodobieństwa – bo 'warto pracować dla rzeczy niepewnych'. Jednocześnie reżyser wydaje się pozostawiać nas z pytaniem, czy ten rygoryzm jego bohatera i jego nieskazitelność są wystarczające".

Zanussi zaznaczył, że "przeciwstawienie dobra i zła stało się dziś filozoficznie niemodne, postmodernizm bowiem zaproponował nam powszechny relatywizm i ciągłe odkrywanie tego, co wcześniej wydawało się dobre też jest złem, stanowi dziś uciechę dla bardzo wielu twórców współczesnej narracji". Jednocześnie jednak reżyser powiedział w rozmowie z PAP, iż ma przekonanie, "że typ bohatera romantycznego, który odziedziczyliśmy po wieku XIX nadal jest aktualny". "Człowiek, który popełnia błędy, może mieć niezliczoną ilość niedostatków, ale powodują nim szlachetne motywy. Nadal jest bohaterem naszego powszechnego imaginarium" – ocenił. Na pytanie, czy bohater jego filmów jest konstruowany na jego podobieństwo Zanussi odpowiedział: "Typ bohatera – inteligenta na rozdrożu jest mi bardzo bliski, ale chcę podkreślić, że na pewno jest lepszy ode mnie, gdyż jest to obraz w jakiś sposób wyidealizowany".

"Constans" został uhonorowany m.in. Nagrodą Jury oraz Nagrodą Jury Ekumenicznego podczas festiwalu w Cannes. Zdjęcia kręcono m.in. w Łodzi, Zakopanem, Warszawie oraz w Indiach i Nepalu. Autorem muzyki jest Wojciech Kilar, zaś zdjęć Sławomir Idziak.