- Cokolwiek by nie było, to jestem w klubie parlamentarnym i z klubem parlamentarnym. Nigdzie się nie wybieram. Jestem w PiS-ie lub z PiS-em - zadeklarował Kowalczyk.

Podkreślił też, że nie rozważa takiej sytuacji, w której mógłby zostać usunięty z Prawa i Sprawiedliwości. - Nie lubię dywagować, co by było gdyby, więc nie ma o czym mówić - dodał.

Kowalczyk znalazł się wśród piętnastu posłów PiS, którzy w piątek - decyzją prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego - zostali zawieszeni w prawach członka partii. To konsekwencja zagłosowania przeciwko uchwaleniu nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt, która m.in. zakazuje hodowli zwierząt na futra i wprowadza ograniczenia uboju rytualnego, który ma być dozwolony tylko na potrzeby krajowych związków wyznaniowych.

Były minister środowiska, pytany dlaczego zagłosował przeciw noweli wskazał, że ograniczenie uboju rytualnego, które nowela wprowadza, będzie skutkować "bardzo trudną sytuacją" dla polskiego rolnictwa.

- W Polsce jest prawie 300 tys. hodowców bydła, dla nich to ogromna strata. Będąc posłem wybranym ze środowiska rolniczego nie mogłem zagłosować inaczej

- oświadczył Kowalczyk.

Sejm uchwalił w piątek nowelę ustawy o ochronie zwierząt, która m.in. zakazuje hodowli zwierząt na futra i wprowadza ograniczenia uboju rytualnego. Mimo dyscypliny podczas głosowania, przeciw niej opowiedziało się 38 posłów klubu PiS. Tego samego dnia decyzją prezesa Jarosława Kaczyńskiego w prawach członka partii zawieszonych zostało 15 posłów PiS - poza Kowalczykiem, także m.in. minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

Przedstawiciele PiS poinformowali ponadto, że koalicja Zjednoczonej Prawicy została zerwana. Dalsze losy koalicji mają być omawiane - jak zapowiedział wicemarszałek Sejmu, szef klubu PiS Ryszard Terlecki - w poniedziałek przez kierownictwo PiS.