Z dużym przerażeniem wysłuchałem tego, co mówił Grzegorz Braun o potrzebie likwidowania dziennikarzy. Ze zdumieniem obserwuję dziś, że są tacy, którzy tę wypowiedź popierają. Nie chodzi mi o to, że szkodzi to potwornie prawicy, choć szkodzi, lecz o to, że takie poglądy są sprzeczne z chrześcijańskimi i demokratycznymi fundamentami naszego myślenia o państwie i społeczeństwie.

Najcięższym zarzutem, jaki wysuwam wobec Donalda Tuska, oprócz serwilizmu w stosunku do mocarstw ościennych, jest to, że pod jego rządami giną niewinni ludzie. Nie był w stanie zapewnić bezpieczeństwa prezydentowi i innym pasażerom lotu do Smoleńska. To członek jego partii – Ryszard Cyba – zamordował działacza PiS, a drugiemu usiłował poderżnąć gardło. To za rządów Donalda Tuska rozpleniła się plaga samobójstw ważnych świadków i znanych osób, szczególnie z kręgu służb specjalnych. Rząd jest odpowiedzialny za ochronę swoich obywateli, a za bezpieczeństwo swoich przeciwników politycznych – szczególnie. Taki obowiązek nakłada na władzę zwycięstwo w demokratycznych wyborach. Gdyby ta zasada nie obowiązywała, nikt w wyborach by nie uczestniczył, tylko na własną rękę wymierzał sprawiedliwość – leciał po karabin i wynajmował prywatną armię.

W dniu, kiedy nasza formacja obejmie rządy, będziemy mieli szczególny obowiązek ochrony nie tylko wyborców PO, ale także polityków tego ugrupowania i wspierających ich propagandystów z TVN i „Gazety Wyborczej”. Jeżeli ktokolwiek z nich popełnił przestępstwo, musimy zapewnić mu uczciwy proces. W demokratycznym państwie, zbudowanym na fundamentach chrześcijańskich, nie wolno nawet inaczej myśleć. To, że mamy prawo mówić o naszych oponentach politycznych krytycznie, nie zmienia faktu, że jednocześnie spada na nas obowiązek zapewnienia ochrony ich podstawowych praw, gdy sami będziemy rządzili.

Żeby przejąć władzę w Polsce, nie musimy robić rewolucji. Wystarczy wygrać wybory. Być może trzeba będzie te wybory przyspieszyć pokojowymi demonstracjami. Polska nie może czekać kolejne trzy lata, aż obecny rząd doprowadzi do bankructwa państwa. Scenariusz szybszych zmian będzie możliwy tylko wtedy, gdy zyska akceptację społeczną na masową skalę. Takiej akceptacji nie uzyskamy, wywijając okrwawionym toporem. Faceci w kominiarkach 11 listopada i afera z Brunonem K. miały oddalić nas od poparcia społecznego. Ci, którzy swoimi wypowiedziami do nich się dołączają, stają po stronie prowokacji. Prowokacji, które utrzymują obecne rządy i uzasadniają ich antydemokratyczne działania.