Stalin – ikona stylu

  

Wspominałem już nieraz, że poświęcając się dla Czytelników, od czasu do czasu oglądam tzw. programy publicystyczne Kanału 1 rosyjskiej telewizji, czyli głównej tuby Kremla. Jest to wprawdzie doświadczenie wielce pouczające, jednak tak szkodliwe dla zdrowia psychicznego, że nie mogę sobie na to pozwolić częściej niż raz na tydzień. A i tego aż nadto – zaprawdę, gdyby Stalin dysponował taką machiną propagandową jak Putinowska telewizja, to Rosjanie do dziś nie dowiedzieliby się, że Niemcy stali u wrót Moskwy i Leningradu!

A tak nawiasem mówiąc, można go uznać za patrona tej telewizji, bo to właśnie Stalin został przez jej widzów wybrany na bohatera matuszki Rosji, dystansując absolutnie innych popularnych kandydatów, jak gensek Breżniew, zwany familiarnie Lońką, czy znany humanista Iwan Groźny. W rosyjskim internecie znalazłem taki żarcik rysunkowy: W piekle do kotła, w którym smażą się „Stalin i Hitler, zbliża się skonfundowany diabeł i mówi: Stalin, zbieraj manatki, wychodzisz! Kanonizowali cię!” Żart byłby przedni, gdyby nie ponury fakt, że w rosyjskiej Cerkwi prawosławnej naprawdę wierni, a często i duchowni, masowo domagają się wyniesienia na ołtarze i Stalina, i Lenina z Iwanem Groźnym i Rasputinem na dokładkę, a w marszach „rosyjskich patriotów” noszone są ich wizerunki wystylizowane na ikony świętych...

Rozrywką do serca

Ale wróćmy do widzów rosyjskich obrabianych intensywnie przez Putin TV. Struktura tego tworu jest nader ciekawa i składa się z trzech elementów – rozrywki, przekazania obrazu wroga i ukazania, jaką krainą szczęśliwości jest Rosja pod rządami swego chyba już wiecznego prezydenta. Pierwsze zadanie wypełniają nieustające popisy wokalne uwielbianych dinozaurów jeszcze z czasów sowieckich, jak Ałła Pugaczowa, wspieranych przez armię młodych zdolnych, którzy bez żenady potrafią z przekonaniem wysławiać śpiewem wielkiego przywódcę wielkiego narodu. Niemałą część tych pień zajmuje apoteoza niepokonanej, a właściwie też wręcz świętej Armii Czerwonej. Co prawda nie nosi ona oficjalnie tego miana od dziesięcioleci, ale co z tego, skoro bolszewickie gwiazdy nadal zdobią kadłuby rosyjskich samolotów, a czerwona od krwi jej ofiar szmata służy jej za sztandar bojowy? A czy wiedzieliście, że w tej demokratycznej armii zachowano sowiecki zwyczaj zwracania się do przełożonych per „towariszcz”? Zapewne obecny „towariszcz kapitan” czy inny oficer nie zdążył być osobiście członkiem bolszewickiej partii komunistycznej, ale tradycje ojców i dziadów mają we krwi.

Zresztą w ramach rozrywki widz Kanału 1 może też radować się serwowanymi mu nieustannie produkcjami filmowymi z czasów sowieckich, nawet tymi najbardziej fałszującymi obraz rzeczywistości z okresu stalinowskiego terroru, o szlachetnych krasnoarmiejcach i bohaterskich czekistach „żelaznego Feliksa”, czyli Dzierżyńskiego, który pochopnie usunięty za prezydentury Jelcyna sprzed centrali KGB na Łubiance ani chybi wkrótce powróci na postument! Nie brakuje i nowych seriali z nostalgią ukazujących tych samych świetlanych bohaterów – komandirów „wyzwoleńczej” sowieckiej armii i bojowników „niewidzialnego frontu”, szlachetnych pracowników Czeka, NKWD, KGB… A już rekordy oglądalności bił serial o Leonidzie Breżniewie i jego rządach, za Gorbaczowowskiej pierestrojki krytykowanych jako czasy zastoju, a dziś powszechnie wspominanych z nostalgią i uznawanych za okres największych sukcesów państwa rosyjskiego – trzęsącego światem imperium sowieckiego.

Artiom wroga ci wskaże

Skoro było tak wspaniale, to jak to się stało, że doszło – wedle lotnego określenia Putina – do największego nieszczęścia XX w., czyli rozpadu Kraju Rad, mlekiem i miodem płynącej krainy szczęśliwości? Wiadomo, że nie mogło się obyć bez knowań wrogów, więc tamtych, ówczesnych, a i nie mniej groźnych współczesnych ukazują, a wręcz wytykają palcem owe nader dydaktyczne programy publicystyczne, niemal równie częste w Kanale 1 jak opisana wyżej „rozrywka”. Jeśli chodzi o wrogów ówczesnych, to już wszystko powiedziano do końca – to wstrętny Ronald Reagan na spółkę z Kościołem katolickim pod wodzą zdradzieckiego Lacha, Jana Pawła II, wyrządzili biednym, kochającym pokój Rosjanom tę niewybaczalną krzywdę. Zrobili to rękami zapijaczonego Jelcyna, którego zapewne uprzednio słynni katoliccy agenci, jezuici, perfidnie doprowadzali latami do alkoholizmu, by po pijaku pochopnie rozmontował „Sojuz nieruszymyj” z dawnego sowieckiego hymnu!

A obecnie? Ot, niespodzianka – to wciąż ci sami, Amerykanie, przez Rosjan zwani dziś pogardliwie „pindosami” i... ich psy łańcuchowe, Polacy! Gwiazdą głównego programu publicystycznego Jedynki jest niejaki Artiom Szejnin, istna personifikacja rosyjskiego patrioty, czyli zionący wściekłym szowinizmem. Nawiasem mówiąc wielki pisarz z końca XIX w., Michaił Sałtykow-Szczedrin, znawca „russkoj duszy”, ostrzegał: „Kiedy w Rosji mówią o patriotyzmie, wiedz, że coś ukradli!”. No ukradli – jedną piątą Gruzji, Krym, a teraz mają chęć zacharapcić ostatecznie i Białoruś. Więc Artiom z zapałem udowadnia, że to wszystko przez to, że w Ameryce biją Murzynów, a Polsza, „niedorobione imperium” wedle tytułu poświęconego nam dzieła jednego z moskiewskich „politologów”, tylko się czai, by na spółkę z Litwinami dokonać rozbioru nieszczęsnej Białorusi, a potem rzucić się do gardła Rosji.

Święty obrazek z Putinem

Na razie zaś Artiom i jego współprowadzący ów pouczający program sami rzucają się do gardeł tym nielicznym gościom w studiu, którzy wyrażają zdanie w czymkolwiek odmienne. Taką rolę najczęściej odgrywa tam sympatyczny czeski dziennikarz, którego argumentów jednak nie sposób najczęściej usłyszeć, bo zagłusza je chrapliwym rykiem rzeczony Artiom. W ogóle dominujące wrażenie z tych dysput to wedle szekspirowskiego określenia z „Makbeta” „opowieść idioty pełna wściekłości i wrzasku”. Wydawało mi się, że dość dobrze znam język wroga, ale połowy wrzasków w studiu nie byłem w stanie zrozumieć, więc poprosiłem o pomoc żonę, znacznie lepiej władającą rosyjskim, ale po kilku minutach okazało się, że ona rozumie jeszcze mniej! Potem stwierdziła, że „prawdziwi Rosjanie” w studiu posługują się najwyraźniej innym niż rosyjski językiem, bo w niczym nie przypomina on tego, którym posługiwali się Puszkin czy Pasternak!
Samodzielnie więc musiałem przedzierać się przez ryki Artioma & Co i tyle wyrozumiałem: otóż cały świat nie wiedzieć czemu nienawidzi Rosji, która w całej swojej historii nigdy nikomu zła nie wyrządziła, a już na pewno na nikogo nie napadła! A czego rocznicę obchodziliśmy wczoraj, 17 września? A, to była bratnia pomoc dla uciśnionych przez polskich jaśniepanów robotników i chłopów oraz okupowanych przez Polskę Białorusi i Ukrainy. A z Hitlerem to nie Stalin paktował, a Piłsudski. Uff, wracam z ulgą do pisowskiej TVP!
A jeśli myślicie, że tak skutecznie odmóżdżany obywatel Rosji nie sporządził sobie ikony swego aktualnego idola, to grubo się mylicie! „Prawdziwi Rosjanie” nie zadowalają się już „ikonami” Stalina i noszą w swych pochodach „święte obrazy” Putina, które mają ich ustrzec przed napaścią odrażających wrogów, czyli przede mną i Wami, drodzy Czytelnicy.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts