Filipiny kojarzą się w Polsce przede wszystkim z chorobą filipińską. Głośno było o nich także przy okazji narodzin dziecka z dwiema głowami oraz konkursu piękności dla transwestytów. Wczoraj dzięki uniwersytetowi w Manili naród polski zyskał nowego profesora – Lecha Wałęsę. Ten na swoim blogu skomentował triumfalnie: „Trzeć raz profesor”.

Decyzja filipińskiej uczelni jest tym bardziej dla Polaków ważna, że podwyższa nędzną średnią, gdy chodzi o wykształcenie polskich noblistów. Taka Curie-Skłodowska profesorem została tylko raz. A i to z kłopotami – na Sorbonie jako kobiecie pozwolono jej na to niechętnie, więc specjalnego powodu do dumy nie mamy. Szkoda w ogóle gadać o żałosnym Reymoncie, który nijakich studiów nie skończył, a robił jako krawiec. Z Sienkiewiczem jeszcze gorzej – nie dość, że tytułów nie miał, to był reporterem „Gazety Polskiej”.

Nie czepiajmy się więc pisowni profesora Wałęsy. Mógł pisać Sienkiewicz „Ociec prać”, może Wałęsa pisać „Profesor trzeć”. Cieszmy się razem z dawnymi wychowawcami pana profesora – kapitanami SB Graczykiem, Rapczyńskim i Ratkiewiczem. To im Polacy winni są w tym wzruszającym momencie historii szczególną wdzięczność.