Spór dotyczący GMO, czyli genetycznie modyfikowanych organizmów, jest z pewnością jednym z najbardziej interesujących i wielowymiarowych konfliktów politycznych, które rozpalają emocje społeczne.

Kwestia dotyczy nie tylko naszej żywności. GMO jest sprawą polityczną, społeczną, gospodarczą, ekologiczną, prawną; dotyka polskiego rolnictwa i budzi liczne kontrowersje co do zdrowotnych konsekwencji spożywania genetycznie modyfikowanych produktów. Ma także aspekt globalny – dotyczy relacji między monopolizującymi handel koncernami a lokalnymi rynkami poszczególnych państw.

Przecieki z WikiLeaks

Sejm głosami Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego 9 listopada przegłosował przygotowaną przez Bronisława Komorowskiego ustawę, która pozwala na obrót nasionami GMO na terenie Polski. Stało się tak, gdyż posłowie koalicji odrzucili poprawki opozycji, które przewidywały m.in. zakaz dopuszczania do obrotu materiału siewnego modyfikowanego genetycznie czy zakaz stosowania takiego materiału siewnego. Prof. Jan Szyszko, poseł Prawa i Sprawiedliwości, pytał przed głosowaniem: „W wyborach parlamentarnych PO i PSL były całkowicie przeciwko GMO. Dlaczego w takim razie w tej chwili wprowadzacie GMO?”.

Światło na tę kwestię rzuca zamieszczony niedawno na łamach portalu Rebelya.pl artykuł zawierający kilka wymownych faktów, które nigdy nie miały ujrzeć światła dziennego. Ich źródłem jest opublikowana we wrześniu 2011 r. przez serwis WikiLeaks depesza z amerykańskiej ambasady w Warszawie. Otóż na spotkaniu 6 sierpnia 2008 r. minister gospodarki Waldemar Pawlak przekonywał amerykańskiego urzędnika, że koalicyjny rząd PO-PSL będzie sprzyjał większej otwartości na GMO. Wicepremier zapewniał, że zarówno gabinet premiera Tuska, jak i jego resort uznają dotychczasowe stanowisko Polski w sprawie biotechnologii „za relikt taktyki konfliktu i strachu z czasów poprzedniego rządu – w tym przypadku skierowanym przeciwko GMO”. Zacytował także rosyjskie przysłowie: „tisze jedziesz, dalsze budiesz”, sugerując, że w tej sprawie potrzebne są bardzo delikatne, stopniowe działania. I dalej istna perełka: „Depesza kończy się informacją, że Pawlak poprosił o ponowną rozmowę na ten temat za dwa tygodnie i to zaproszenie zostało przyjęte przez amerykańskiego dyplomatę”. Brzmi to niemal jak relacja z poprzedniej epoki. W każdym razie przecieki w WikiLeaks nie pozostawiają złudzeń co do postawy obecnego rządu. Można postawić pytanie, czyje w takim razie interesy reprezentował Waldemar Pawlak: amerykańskiej ambasady czy polskiego rolnictwa. Bo to, czy są one zbieżne, budzi mnóstwo wątpliwości wśród przeciwników GMO.

Potentaci biotechnologii

Jeden z problemów, jakie budzi kwestia rozpowszechnienia nasion GMO na polskiej wsi, wiąże się z ekonomicznym aspektem tego zjawiska. Jednym z głównych koncernów zajmujących się biotechnologiami jest potentat biotechnologii, pochodząca ze Stanów Zjednoczonych firma Monsanto. To firma ze znacznymi i niezbyt chlubnymi tradycjami. To ona wprowadziła na rynek niebezpieczny dla zdrowia i środowiska naturalnego: bydlęcy hormon wzrostu posilac, organiczny związek chemiczny PCB, pestycyd DDT czy wreszcie zabójczy defoliant Agent Orange używany podczas wojny w Wietnamie. Co jednak istotniejsze, nasiona GMO będą podlegały ochronie prawnej, a gdy stopniowo wyprą tradycyjne uprawy – to potwierdzona już w świecie reguła, co pokazuje choćby przykład Indii – nasz rynek żywności u swoich podstaw zostanie zmonopolizowany przez takie giganty jak Monsanto.

Prawnik, popularny bloger Piotr VaGla Waglowski podkreśla w jednym z ostatnich wpisów: „Olbrzymie pieniądze zaangażowane są w zwiększanie efektywności produkcji rolnej. Ktoś, kto inwestuje, będzie domagał się ochrony inwestycji. Również ochrony prawnej. Już dziś (...) mamy przepisy dotyczące ochrony prawnej odmian roślin. W tych przepisach mowa o wyłącznym prawie hodowcy, o wyłącznym prawie do odmiany. Podobnie jak w przypadku prawa autorskiego, gdzie w dyskusji mowa o konieczności ochrony twórców, jak w dyskusji o ochronie wynalazków i konieczności ochrony nakładów poniesionych na innowacje, tak i w przypadku GMO pojawia się wątek ochrony »prawa podobnego do własności«”. Dodać do tego należy, że ochrona prawna zwykle wiąże się z konkretnymi ustaleniami finansowymi, rolnicy będą musieli płacić zwiększone koszty użytkowania „opatentowanych” nasion GMO, jednak nie zawsze będą mogli liczyć na zysk – gdyż wbrew propagandzie zwolenników biotechnologii nie są one w zupełności odporne na choroby czy pasożyty.

Równanie w dół

Pośród kwestii, które także budzą wątpliwości, jest pytanie o wpływ GMO na naszą rodzimą bioróżnorodność, będącą dotychczas atutem naszego rolnictwa. Przedstawiciele największej w Polsce organizacji występującej przeciw genetycznie modyfikowanym organizmom Koalicji „Polska Wolna od GMO” uważają, że przegłosowana przez Sejm ustawa to pierwszy krok do zniszczenia unikatowej wartości polskiego rolnictwa. Ich zdaniem „zanieczyszczenie powodowane przez niemożliwe do kontrolowania genetycznie modyfikowane uprawy będzie się rozszerzać”. Co stracimy? Dr Piotr Stankiewicz z Instytutu Socjologii UMK, od lat zajmujący się kwestiami związanymi z GMO, przekonuje, że zastosowanie nowej, rewolucyjnej technologii produkcji może zamknąć przed polską wsią korzystne alternatywy rozwojowe, wynikające ze specyfiki naszego kraju. Jak twierdzi, „tak idealizowane kraje Europy Zachodniej patrzą dziś z zazdrością na naszą wieś, dostrzegając w niej to, co same u siebie zniszczyły w wyniku industrializacji rolnictwa i co bezskutecznie próbują odtworzyć, wspierając rolnictwo »ekologiczne«, »naturalne« itp. Być może zamiast tylko próbować nadganiać i ślepo naśladować mityczny Zachód, należy uczyć się na jego błędach”.

Jak widać, bardzo wiele różnorodnych wątków splata się w sporze o genetycznie modyfikowane organizmy: nasiona, uprawy, żywność. Możemy też w tym wypadku mówić o prawdziwym ruchu masowego protestu, łączącym wiele grup społecznych. Dla rządu PO-PSL jak zwykle jednak wydaje się to nie mieć najmniejszego znaczenia. Ale to już norma, to rząd modyfikowany politycznie, uodporniony na konsultacje społeczne i opinie reprezentantów grup interesów innych niż jego własne.



Autor jest redaktorem „Nowego Obywatela”, publicystą Deon.pl, członkiem zespołu pisma „Pressje”