Jak powiedziała rzecznik wojewody śląskiego Alina Kucharzewska, komunikat o takiej treści służby zaczęły rozsyłać przed godz. 19.30.

Wcześniej Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Katowicach przekazywało informację komendy wojewódzkiej PSP, że pożar nie niesie bezpośredniego zagrożenia dla okolicznych mieszkańców.

W związku z kłębami czarnego dymu, unoszącymi się od późnego popołudnia nad miastem, o pozostanie w domach i zamknięcie okien oraz o ułatwianie przejazdu służbom, zaapelował w mediach społecznościowych prezydent Sosnowca Arkadiusz Chęciński. Podkreślił, że choć nie ma bezpośredniego zagrożenia, pozostanie w domu i zamknięcie okien jest "zalecane".

Południowo-zachodni wiatr skierował dym z pożaru także nad pozostałe zagłębiowskie miasta, m.in. Dąbrowę Górniczą. Do pozostania w domach i zamknięcia okien wezwał mieszkańców także tamtejszy prezydent Marcin Bazylak.

Pożar wybuchł w rejonie ul. Radocha w południowej dzielnicy Sosnowca o tej samej nazwie. Najbliższe zabudowania dzieli w linii prostej od miejsca pożaru ok. 200-300 metrów.

Jak przekazała PAP Kucharzewska, poza siłami strażaków z Sosnowca na miejsce pożaru pojemników z ciekłymi substancjami chemicznymi dotąd zadysponowano m.in. cztery plutony Państwowej Straży Pożarnej (liczące od trzech do czterech zastępów) z Bytomia, Chorzowa, Katowic i Gliwic, także z jednostki chemicznej.

Według Kucharzewskiej na miejsce udali się też m.in. komendant wojewódzki PSP, szef wydziału zarządzania kryzysowego w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim oraz przedstawiciele służb środowiskowych.

Rzecznik sosnowieckiego magistratu Rafał Łysy przekazał, że choć sytuacja związana z pożarem nie pozwoliła dotąd jednoznacznie zidentyfikować źródeł ognia, w ostatnich miesiącach władze miasta zawiadamiały prokuraturę i służby środowiskowe o nielegalnym składowisku odpadów znajdującym się na prywatnej działce w rejonie ul. Radocha.