Koalicja Obywatelska, która chce odwołania Mikołaja Pawlaka z funkcji Rzecznika Praw Dziecka, złożyła w piątek w Sejmie wniosek w tej sprawie. Parlamentarzyści KO zarzucają Pawlakowi, że w swej pracy kieruje się fundamentalizmem, a jego wypowiedzi naruszają godność dzieci.

Pawlak twierdzi, że atak na niego nie ma podłoża merytorycznego, a jest po to, by seksedukatorzy mogli wchodzić do szkół, na co RPD się nie zgadza.

Każda osoba, która będzie głośno mówiła o sprzeciwie wobec szkodliwej ideologii gender różnie nazywanej, też ideologii LGBT, bo to wszystko się ze sobą wiąże, kto będzie się temu sprzeciwiał i będzie zajmował ważne stanowisko w państwie, będzie brutalnie zaatakowany. To właśnie przydarzyło się rzecznikowi Pawlakowi

– powiedział wiceminister sprawiedliwości.

Sebastian Kaleta przypomniał, że RPD przez wiele miesięcy konsekwentnie mówił zagrożeniach związanych z kartą LGBT, o wątpliwościach dotyczących tego, jak na dzieci może wpływać promowana przez skrajną lewicę edukacja seksualna w tej formie, którą ona proponuje.

W związku z tym, w ten sposób dba o dobro dzieci. Opozycja ze skrajną lewicą mocno zainteresowane są tym, by zdyskredytować jego pracę. Nie budzi mojego zdziwienia to, że szuka się każdego pretekstu, by go zaatakować, ponieważ wykonuje bardzo dobrą pracę dla polskich dzieci

– podkreślił Kaleta.

Redaktor zaznaczyła, że sporo jest w mediach informacji o tym, że w Brukseli toczą się rozmowy na temat tzw. praworządności w Polsce, że ograniczane są prawa ludzi „spod tęczowej flagi”. Ale niedawno mieliśmy przykład zupełnie inny, który nie wzbudził zainteresowania europosłów opozycji - sprawa cenzury prewencyjnej – dotyczy to słynnego postanowienia sędziego Rafała Wagnera dotyczącego dziennikarza Piotra Nisztora i „Gazety Polskiej”, że nie mogą pisać w określonych kontekstach o Zbigniewie Bońku i PZPN” – powiedziała Dorota Kania.

Opozycja wysłała swoją listę skarg do Brukseli. Chciałbym też przypomnieć, że od kilku tygodni głośno mówimy w sprawie tego raportu, tych bredni, które tam wypisują - nie chodzi o żadną praworządność, ale o tworzenie mechanizmu presji na Polskę, by realizowała agendę lewicową, ponieważ Polacy lewicy nie wybierają, więc Unia chce narzucić te agendy siłą. Oczywiście w tej grze widzimy hipokryzję polegającą na tym, że orzeczenie, które jest po prostu cenzurą w ogóle nie budzi zainteresowania. W takich sprawach czasami jednak, ale mimo wszystko obserwuje się solidarność dziennikarzy. W tej sprawie widzimy, że niektórzy zbywają to milczeniem. Ostatni raz taka sytuacja pojawiła się w polskich mediach, gdy ABW wchodziła do „Wprost”. Wtedy też Unia Europejska milczała, gdy niszczono wolność słowa. Unia milczała, gdy pan Hajdarowicz przejmował „Rzeczpospolitą” a następnie wyrzucał dziennikarzy, którzy pisali nieprzychylne władzy artykuły. Tu nie chodzi o praworządność, o wolność, tylko o czystą politykę i wprowadzenie bocznymi drzwiami lewicowej agendy do Polski, do polskich domów, polskich szkół

– mówił wiceminister sprawiedliwości.