O czym świadczy to, że przeciągają się rozmowy dotyczące rekonstrukcji rządu?

To przede wszystkim świadczy, że punktów spornych jest wiele i ta strategia Solidarnej Polski i Porozumienia przynosi skutki. Im bardziej przedłużają się te negocjacje, tym bardziej widać, że jest jakiś impas. Przypuszczam, że mniejsi koalicjanci bardzo wysoko negocjują, co stawia Jarosława Kaczyńskiego w takiej ciężkiej sytuacji, aczkolwiek myślę, że prezes PiS nie takie koalicje już wcześniej dogadywał.

Jak pan patrzy na tę ewentualną koalicją PiS-PSL? Czy pana zdaniem byłaby ona w ogóle możliwa, czy jest to tylko taki "straszak" na Solidarną Polskę i Porozumienie?

To oczywiste, że jest to tylko straszak, ale Jarosław Kaczyński na pewno ma świadomość tego, że umiejętność wchodzenia w różnego rodzaju koalicje jest wpisane w DNA PSL-u. Polskie Stronnictwo Ludowe jest najdłużej współrządzącą partią w historii całej Polski, nie tylko III RP. To w pewnym sensie jest także sygnał do bardziej lokalnych działaczy PSL-u, że Prawo i Sprawiedliwość upatruje w nich potencjalnego koalicjanta. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie sytuacji, że PSL dobija do tego rządu, co oczywiście mogłoby się wiązać z negatywną reakcją części elektoratu Prawa i Sprawiedliwości. Jeszcze nie dawno Polskie Stronnictwo Ludowe podnosiło wiek emerytalny po to, żeby być teraz w rządzie z partią, która ten wiek obniżyła. Byłoby to niezrozumiałe dla części wyborców. Chyba że Jarosław Kaczyński potrafiłby to wytłumaczyć. Dzisiaj wydaje mi się jednak, że jest to bardziej element political fiction.

Jak pana zdaniem skończą się te negocjacje?

Moim zdaniem te negocjacje skończą się tym, że rzeczywiście będzie mniej resortów, będzie mniej wiceministrów, natomiast żeby zrekompensować taką polityczną zawiść ze strony mniejszych koalicjantów, Jarosław Kaczyński będzie stał na straży tego, że również część wiceministrów z Prawa i Sprawiedliwości zostanie rzuconych na inne pole działalności publicznej.