Gdy byłem zawodnikiem ligi NBA bardzo dużo czasu, prywatnego czasu w przerwie letniej, poświęcałem campom. Dzisiaj, gdy jestem koszykarzem-emerytem, takie zajęcia z młodzieżą jak ten camp w Warszawie i poprzednie w Łodzi i Zgierzu to sama przyjemność. Czas pokazuje, że nasza akcja przynosi efekty. Zawodnicy i zawodniczki, z którymi 10, 12 lat temu nawiązaliśmy kontakt, dzisiaj wchodzą w dorosłą koszykówkę, są też w kadrach młodzieżowych. Jesteśmy z nimi w stałym kontakcie

- zaznaczył Marcin Gortat.

Czerpiący przyjemność z pracy z młodzieżą były już koszykarz ligi NBA nie chciałby jednak być trenerem klubowym. Zapytany o to kategorycznie odpowiedział:

Nie. To jest najgorsza rzecz, jaką mógłbym zrobić. Nie mam cierpliwości do dorosłych zawodników.

Czym więc chciałby się zajmować? Jakie ma plany na najbliższą przyszłość?

Żyć szczęśliwym życiem. Właściwie nie mam planów, żyję z dnia na dzień. Nadal rozwijamy fundację MG13, kontynuujemy działalność charytatywną. Myślę, że w najbliższym czasie zaczniemy produkcję filmu o Andrzeju Zausze. Jednym z biznesów do zrealizowania jest fabryka kosmetyków. Na pewno ważna jest rodzina i moje życie prywatne, które – myślę - czas ustabilizować.

Gortat nadal zamierza dzielić swój czas miedzy Stany Zjednoczone i Polskę.

Tutaj nic się nie zmieni. Myślę, że dalej będę w miejscu, które będzie mnie satysfakcjonowało. Mam dom na Florydzie i nadal będę go utrzymywał, również ze względów podatkowych. Moim ostatnim marzeniem natomiast, po którego spełnieniu mógłbym spokojnie odejść, byłoby stworzenie szpitala dla dzieci. Byłby to taki wieńczący element w mojej "koronie charytatywnej", po szkołach i fundacji.

W szczęśliwe życie według Gortata nie wpisuje się prezesura Polskiego Związku Koszykówki.

Na pewno nie mam chęci zostać prezesem. Nie interesuje mnie odpowiadanie, nie ukrywajmy, przed starszym pokoleniem seniorów głęboko wrytych w środowiska koszykarskie, którzy dyktowaliby, jak Marcin Gortat ma budować polską koszykówkę. Dlatego będę robił to, co robię.

Inny sposób jego zaangażowania w polską koszykówkę byłby możliwy tylko pod pewnymi warunkami.

Powtarzam to od wielu miesięcy, że musieliby się zmienić ludzie zarządzający PZKosz. Osoba, która jest teraz jest niekompetentna i kompletnie nie potrafi znaleźć dialogu w środowisku koszykarskim, które po ósmym miejscu w mistrzostwach świata jest kompletnie podzielone. Zawodnicy poodchodzili z reprezentacji – tak nie powinno być. Dlatego jeżeliby się pojawiły odpowiednie osoby, pierwszy jestem gotowy do współpracy. Udostępnię moje nazwisko i kontakty, żeby pomóc polskiej koszykówce.

W przeszłości w wypowiedziach prasowych Gortat mówił, że chciałby zostać prezydentem Polski. Teraz nie wydaje się zdeterminowany w realizacji tych planów.

Zobaczymy. To oczywiście było powiedziane pół żartem, pół serio. Na dziś koncentruję się na rzeczach, na które mam wpływ. Lubię być tam, gdzie jestem szefem wszystkich szefów i ja decyduję, a nikt mnie nie kontroluje.