W wyniku pożarów, które strawiły obóz Moria we wtorek i środę, ponad 12 tys. migrantów z Bliskiego Wschodu, Afryki i Azji straciło dach nad głową. Obóz istniał od 2015 roku i był przeznaczony dla migrantów, którzy dostali się do Turcji w drodze do Europy. Mieszkało w tu ponad 12 tysięcy osób, w tym 4 tys. dzieci, choć przeznaczony był dla 2750 osób.

W ostatnich latach przepełniony obóz stał się celem krytyki pozarządowych organizacji praw człowieka, które domagały się przeniesienia uchodźców na stały ląd.

W niedzielę rano migranci demonstrowali spokojnie; jeden z transparentów głosił: "Ocal nas Europo".

W sobotę 300 migrantów przeniesiono do obozu urządzonego na terenie byłej państwowej strzelnicy w odległości 3 km od portu w Mytilenie. Jednak setki osób ubiegających się o azyl odmawia rejestracji i wstępu do nowego obozu, mówiąc, że mają dość czekania w Morii przez miesiące, a nawet lata na przeniesienie się do Grecji kontynentalnej.

Władze zapowiedziały, że nałożą restrykcje w poruszaniu się migrantów po obozie z uwagi na Covid-19. Minister Mitarachi uważa, że koronawirusem zakażonych jest "200 osób".