Ten mecz miał być pojedynkiem polskich napastników Krzysztofa Piątka z Herthy z atakującym Eintrachtu Martinem Kobylańskim. Niestety, reprezentant Polski w trakcie meczu siedział w domu przechodząc przymusową kwarantannę. Pod nieobecność Piątka, o to by o Polakach w piątkowy wieczór było głośno, zadbał Kobylański, który ustrzelił hat - tricka.

Eintracht Brunszwik, który w poprzednim sezonie awansował do 2. Bundesligi, w starciu z Herthą, przynajmniej na papierze, nie miał żadnych szans. Jednak, jak to w piłce bywa, przewidywania fachowców zweryfikowało boisko. Brunszwik wygrał, a głównym sprawcą tej sensacji był urodzony w... Berlinie Martin.

Już do przerwy fani Herthy przecierali oczy ze zdumienia i z niedowierzaniem kręcili głowami, bo skazywany na porażkę Eintracht prowadził 3:2. Dwa gole w tej części spotkania były autorstwa Polaka. Po przerwie Kobylański dołożył trzecią bramkę i wyrzucił berlińczyków za burtę Pucharu Niemiec.

[polecam:https://input.niezalezna.pl/351495-legia-rzadzi-na-mazowszu-tomas-pekhart-zapewnil-mistrzom-polski-wygrana-w-plocku]

Martin Kobylański jest synem Andrzeja, srebrnego medalisty z igrzysk olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. Kobylański senior grał w pomocy lub w ataku. Zaliczył kilka klubów w Niemczech, min. Hannover, a status gwiazdy zyskał w Energie Cottbus, gdzie występował w latach 2000 - 2003.