Krzysztof Piątek w meczach Ligi Narodów z Holandią oraz Bośnią I Hercegowiną miał w ataku reprezentacji Polski zastąpić niepowołanego na te starcia Roberta Lewandowskiego. Ostatecznie napastnik Herthy wystąpił tylko w pierwszym z wymienionych spotkań. W Bośni cały mecz przesiedział na ławce rezerwowych. To rozwścieczyło szefów berlińskiego klubu, którzy jeszcze przed wyprawą Biało - czerwonych na Bałkany, apelowali do PZPN, by trener Jerzy Brzęczek pozwolił Piątkowi wrócić do klubu już po starciu z Holandią. Polska federacja piłkarska odmówiła, a teraz Piątek zbiera tego owoce.

W Niemczech obowiązują przepisy, że mieszkańcy tego państwa wracający z państw, gdzie istnieje największe ryzyko zarażenia koronawirusem są zobowiązani do przejścia kwarantanny, Na nieszczęście dla Piątka, na liście potencjalnie niebezpiecznych krajów znalazła się również Bośnia. I na nic nie pomogły starania Herthy w ministerstwie zdrowia, by zwolnić piłkarza z przymusowego odpoczynku. Piątek zamiast na boisku trenuje teraz w domu. Pokonuje kilometry na trenażerze i bieżni.

I pomyśleć, że "Piona" nie oberwałby rykoszetem, gdyby mędrcy z PZPN do spółki z Jerzym Brzęczkiem, zgodzili się na prośbę Niemców i pozwolili piłkarzowi wcześniej wrócić do Berlina. A tak nie dość, że w Zenicy siedział na ławce, to teraz musi siedzieć w domu.