Brak Milika w kadrze meczowej na najbliższe sparingi nie wynika z faktu, że Arek jest już w klubie ze stolicy Kampanii niechciany. Przeciwnie. Trener Gennaro Gattuso bardzo go ceni, a o pozycji Polaka w Neapolu niech świadczy fakt, że właściciel klubu słynny producent filmowy Aurelio De Laurentiis zaproponował mu nową, trzyletnią umowę i podwyżkę zarobków do czterech milionów euro rocznie. Jednak wychowanek Rozwoju Katowice odrzucił tą ofertę. I nie chodzi tu o pieniądze, a o to że Arek nie chce być w Napoli napastnikiem numer dwa. A taka rola najpewniej by mu przypadła w udziale, bo kontrakt z Napoli przedłużył właśnie jego konkurent do gry na szpicy - Dries Martens.

Obecna umowa Arkadiusza Milika z Napoli wygasa ostatniego dnia czerwca 2021 roku. Jeśli Włosi chcą na reprezentancie Polski zarobić, muszą go sprzedać jeszcze tego lata. W przeciwnym wypadku Milik zimą będzie mógł podpisać kontrakt z potencjalnym pracodawcą, dogra pod Wezuwiuszem do końca sezonu 2020/2021  i po jego zakończeniu odejdzie do nowego pracodawcy za darmo.Dlatego Neapolitańczycy  dmuchają na zimne i wolą, by Milik nie zagrał w meczach bez stawki, bo istnieje ryzyko, że mógłby się w nich nabawić kontuzji. A to zniechęciłoby chętnych na usługi Polaka.

W ostatnich miesiącach spekulowano, że kolejnym klubem w karierze Milka zostanie Juventus Turyn. Jednak w ubiegłym tygodniu pojawił się nowy wątek sagi transferowej z udziałem Polaka. Otóż - ponoć - parol na kadrowicza Jerzego Brzęczka zagięła AS Roma, w której Arek miałby zastąpić Bośniaka Edina Dżeko. Teraz jednak i ten temat ucichł.