W czasie mojego życia imperium rosyjskie cofnęło się z największego w historii obszaru obejmującego większość Azji, połowę Europy i poważne strefy wpływów w Ameryce Południowej i Afryce, do poziomu niewiele większego niż siedemnastowieczna Rosja, przynajmniej w Europie. Wraz z kurczeniem się jego wpływów, cofało się do coraz bardziej wąskiej ideologii, począwszy od wielkiej, internacjonalistycznej ojczyzny, jednak z oficjalną domieszką rosyjskiego nacjonalizmu: siedziba w Moskwie i obowiązkowy język rosyjski w państwach zależnych. W przypadku krajów włączonych bezpośrednio do ich państwa internacjonalizm oznaczał brutalną rusyfikację. Imperium rządzone z Kremla w ostatnich latach cofnęło się też z obszaru ideologii pansłowiańskiej, służącej podbojowi narodów Europy Środkowej, aż do wąskiej siedemnastowiecznej idei jednoczenia ziem ruskich. Po oderwaniu się Ukrainy i wojnie Moskwy z Kijowem o podział tych ziem, Kremlowi pozostała już tylko atrapa: doktryna Breżniewa, czyli interwencja w krajach uznanych za strefę wpływów. Nie różni się ta doktryna wiele od dziewiętnastowiecznej idei kolonialnej, skompromitowanej w XX wieku i niedającej podbitym narodom żadnego lepiszcza, chęci życia w imperium. 

Ideologia, główna broń Moskwy

Zmiany przesłania ideologicznego Moskwy są równoległe do zakresu oddziaływania na zewnętrzne państwa. Im większy teren podbity, tym bardziej pojemna ideologia. Pytanie tylko, czy ta ideologia się zmienia, bo Rosja maleje, tak jak kiedyś zmieniała się, bo rosła, czy też Rosja maleje, bo jej idee kompromitują się i nie dają siły do podboju? Na pewno trzeba się przyglądać zmianom propagandy rosyjskiej, gdyż odzwierciedlają one bieżące cele i stan państwa rosyjskiego. Agresja ideologiczna zawsze wyprzedzała rosyjskie armie, które zwykle wchodziły na teren osłabiony hybrydowymi działaniami Moskwy. Wojna hybrydowa nie jest bowiem żadnym nowym wynalazkiem, lecz stałym elementem postępowania Moskwy. Jej twórca, chiński filozof Sun Tzu, stworzył podręcznik „Sztuka wojny”, z którego korzysta każdy funkcjonariusz służb specjalnych Rosji. Moskwa, generalnie nie mając w swojej historii wielkich przewag militarnych, doskonale wykorzystała umiejętność rozbicia przeciwnika od środka. Służyła jej przede wszystkim ideologia, która przesuwała w zaatakowanych państwach lojalność elit, a nawet całych części społeczeństwa, do Moskwy. Wiara w to, że rosyjski agresor to tak naprawdę ktoś „od nas”, wytrącała z ręki broń i czyniła wiele krajów bezbronnymi wobec przerażającego, nieludzkiego totalitaryzmu. 

Od wygonienia Polaków do próby podboju Chin

Początek imperium rosyjskiego jest doskonale zapisany w obecnej historiografii Kremla. Nie przez przypadek rocznicę rewolucji październikowej zastąpiło święto wygonienia Polaków z Moskwy. Ten rok (1612) to był koniec największej słabości Moskwy, kiedy to walczyła o swoje niezależne istnienie. Od tej pory zaczyna się marsz moskwicinów na Zachód i Wschód. Marsz ten rozpoczął się oczywiście od próby przejęcia ziem dzisiejszej Ukrainy. Ten pochód nie byłby możliwy bez atrakcyjnego lepiszcza, jakim była ideologia wielkiej Rusi. Upadek Kijowa po powstaniach kozackich umożliwił przeniesienie centrum prawosławia do Moskwy. Moskwa ogłosiła się opiekunem wszelkich Rusinów, co poprzez prawosławie i podobny język dawało się jakoś uzasadnić. Wprawdzie Rusinów odstręczał carski but na karku, ale wzajemne rzezie Polaków i Kozaków złagodziły to wrażenie. Polacy nie dali – albo inaczej: za późno i za słabo dali swój główny produkt eksportowy – dobrodziejstwa tradycji republikańskiej, tolerancję religijną itd. W atmosferze wojny domowej republika przegrała z jasną i klarowną wizją prawosławnej wielkiej Rusi. To paliwo starczyło do I rozbioru Rzeczypospolitej. Potem potrzebny był nowy pomysł dla uzasadnienia podbojów. Rosja, poszerzając swoje terytoria i strefy wpływów, sięgnęła po ziemie etnicznie polskie, a jednocześnie zaczynała walczyć o dominację na Bałkanach, nie mogła uzasadniać już tylko, że chodzi o ziemie ruskie. Pod obszar jej panowania weszły narody związane z katolicyzmem i protestanckie. Stąd kolejna idea dla uzasadnienia podbojów: ogłosić się jednoczycielem ziem słowiańskich. Ideologia wielkiej słowiańszczyzny, która miała bronić mieszkańców naszej części kontynentu przed „zepsuciem Zachodu”, od osiemnastego wieku skutecznie zatruła umysły części elit narodowych, popychając niejednokrotnie do zdrady, na przykład członków konfederacji targowickiej. 
Ideologia wielkiej słowiańszczyzny była wystarczająca, by utrzymać imperium aż do I wojny światowej. Kiedy Rosja chciała posunąć się poza obszar Słowian, doznała gigantycznej klęski. To spowodowało wytworzenie nowej idei imperialnej – moskiewskiego komunizmu. Idea taka powstać musiała, bo totalitarna Rosja bez podboju nie była w stanie przeżyć. Tak jak szarańcza nie przeżyje bez nowych pól. 
Ktoś może zarzucić temu rozumowaniu uproszczenie, bo przecież rewolucja wybuchła, ponieważ ludzie chcieli chleba i pokoju, a bolszewików wspierał wywiad niemiecki. Tylko że w Rosji często brakowało chleba i pokoju i pewnie różne wywiady tam działały. Rewolucja znalazła podatny grunt, gdy formuła imperialnej Rosji carskiej okazała się nieskuteczna. Najpierw dostali lanie od Japończyków (pierwsza rewolucja 1905 roku), potem w I wojnie światowej od Austriaków i Niemców, i mamy dwie rewolucje w 1917 roku. Dopiero komunizm okazał się wystarczająco dobrą formułą dla dalszych podbojów. 
Rosja, próbując uzależnić od siebie tereny nie tylko zamieszkane przez Słowian, lecz także przez inne grupy etniczne i wyznawców innych religii niż chrześcijańskie, takich jak: buddyści, muzułmanie, animiści, zwolennicy Konfucjusza, niezdolna organicznie do religijnej tolerancji, zaproponowała ideologię wrogą religiom i wszelkiej tożsamości narodowej. Własnej tożsamości jednak się nie wyzbyła. Mimo prześladowań, na swój sposób też preferowała prawosławie, o czym się przekonali na przykład członkowie Kościoła greckokatolickiego, uważanego za frondę wobec prawosławia. 

Szarańcza się zatrzymała, więc umiera

Nowa ideologia połączona z rosnącą siłą militarną Moskwy byłaby w stanie ogarnąć cały świat, gdyby nie to, że zderzyła się z dwoma równie wielkimi potęgami – panamerykańską i chińską. Na Zachodzie tradycję republikańską federacyjnej I Rzeczypospolitej przejęły Stany Zjednoczone, które zaraziły później nią Europę. Rosyjskie czołgi doszły tak daleko, jak im pozwoliły amerykańskie. Zatrzymały się w 1945 roku na Łabie i nigdy nie dały rady pójść dalej. Z kolei całkowitym fiaskiem okazał się podbój Chin, które jako najludniejszy kraj na świecie same ogłosiły się liderem komunizmu. Rywalizacja o pierwszeństwo w świecie komunistycznym skompromitowała mocno samą ideę nawet wśród twardogłowych internacjonalistów, a Rosja bez obszarów podboju zaczęła powoli usychać. Niewydolny gospodarczo system sprawdzał się choć trochę jako gospodarka wojenna. W czasie pokoju widać było wszystkie jego wady. A na wojnę z USA czy z Chinami Rosji nie było stać. Od lat 60., gdy Chiny wyrwały się z moskiewskich prób dominacji, imperium rosyjskie zaczęło się kurczyć. Pewnie wielu mieszkańcom Europy Środkowej dociśniętych czerwonym totalitaryzmem wydawało się to surrealistyczne, ale już na przełomie lat 60. i 70. było oczywiste, że imperium musi upaść. Protesty robotnicze w Polsce były początkiem końca. Runął mit ideologii rzekomo robotniczej, a więc głównego lepiszcza czerwonego imperium. Rosyjscy wasale w polskich mundurach zgnietli militarnie Solidarność, ale nie zauważyli, że w ten sposób do reszty kompromitują ideologię, która resztkami swoich mamideł sklejała wpływy Moskwy. Rosja zapadając się gospodarczo i ideologicznie, utraciła na przełomie lat 80. i 90. Europę Środkową. Rosyjskie strefy wpływów w Azji, Afryce i Ameryce Południowej powoli przechodziły do świata zachodniego, Chin lub pod wojowniczy islam. Próba ożywiania ideologii pansłowiańskiej zakończyła się budową niemających zdolności przejęcia władzy partii narodowo-antyzachodnich. 
Rosja cofnęła się do poziomu ideologii z czasów władcy ziem ruskich. To trwało do pierwszej rewolucji na Ukrainie. Już w 2004 roku było jasne, że ideologia panrosyjska nie wytrzymuje starcia z atrakcyjnym przesłaniem republikańskim. Rosja potraktowała to wszystko jako agresję Zachodu, nie rozumiejąc, że siermiężne pomysły Moskwy stały się głównym straszakiem ludności podbitych terenów. Po drugiej rewolucji na Ukrainie centrum prawosławia po raz pierwszy od drugiej połowy XVII wieku wróciło do Kijowa. To zniszczyło ostatnie lepiszcze imperialne Moskwy. Swoją ideologię jednoczenia ziem ruskich Moskwa mogła uprawiać już tylko na Białorusi. Ale i to właśnie się kończy. Nie ma aż tak wielkiego znaczenia, czy rewolucja białoruska się dzisiaj uda czy nie. Oczywiście nie dla nas, bo dla Białorusinów ma to znaczenie. Na Białorusi już wygrała idea republikańska, słusznie kojarzona z Polską. Tylko że my nie przynieśliśmy jej na bagnetach. Po prostu wszyscy mogą porównać życie na Białorusi pod wpływami imperializmu moskiewskiego i w Polsce, która od trzydziestu lat jest znowu republiką. Atrakcyjność tej idei okazała się ostatecznie silniejsza niż czołgi. Rosja ratuje swoje wpływy jeszcze neokolonialną doktryną Breżniewa. To jednak na długo nie wystarczy. Pytanie, czy po skompromitowaniu się wszelkich doktryn imperialnych Rosja wybierze wreszcie tradycję republikańską? Jeżeli życzymy dobrze sobie, narodom Europy Środkowej i Rosji, to życzmy jej właśnie tego.