Niejednego już opluł. Ma obsesję na punkcie osób, które mają odwagę myśleć niezależnie. Nieustannie dokonuje projekcji, przypisując swoje cechy innym. Tomasz Lis, narzędzie obecnej władzy – zastanówmy się, w czym jest dobry? Konsekwentnie uprawia propagandę, uporczywie nazywając się dziennikarzem. Aktywnie tworzy gałąź przemysłu produkującego nienawiść, pogardę, insynuacje i absurdy. Wiele osób, nad którymi pastwił się publicznie, dziś już nie żyje. Mówił o niegodziwości prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Po jego śmierci pastwił się nad żałobą brata prezydenta. Dziś pokazuje palcem, kogo wyrzucić z pracy. I pyta mężczyzn o jaja... Kiepski kabaret? Zły sen? Nie. III RP i jej gwiazda.

Tomasz Lis posiada atuty cenne dla aktualnej władzy w Polsce. Władzy, która buduje swoje poparcie na manipulacji i żerowaniu na ludzkich kompleksach. Lis jako narzędzie tej władzy (zyskał nawet przydomek „pluszak Donalda”) świetnie się do tego nadaje. Przedstawiam mój prywatny ranking atutów Tomasza Lisa. Bo, jak wspomniałam, Tomasz Lis ma niewątpliwe zalety, które bywają w cenie w czasach, kiedy pętakom rosną skrzydła.

1. Świetny w szczuciu ludzi na siebie. Skuteczny w sianiu nienawiści i hodowaniu obsesji. Swoją pogardą okazywaną ludziom próbuje zarazić innych. Teksty i wypowiedzi, np. o Jarosławie Kaczyńskim, nie stanowią merytorycznej krytyki, lecz sączą nienawiść. To pełna pogardy nagonka, która ma wywołać odruch obrzydzenia do drugiego człowieka. Ponieważ III RP zapewnia Lisowi duże nakłady prasy i dostęp do najbogatszych mediów elektronicznych – jego pogarda rozlewa się szeroko po kraju. Ma swoje żniwa. Kampania nienawiści uprawiana przez mainstreamowe media doprowadziła do śmierci pracownika PiS, którego zamordował były członek PO.

2. Niezrównany w podlizywaniu się władzy i promowaniu jej interesów. Guru siermiężnej propagandy. Coś, co trudno obronić w kontekście męskości, choćby bardzo się chciało. Atakowanie słabszych i podlizywanie się władzy to po prostu żenada.

3. Doskonały w robieniu z ludzi kretynów (uważa, że ludzie to barany i tak o nich mówi). Niezastąpiony w kompromitowaniu zdrowego rozsądku. Mistrz pozorów.

Kremlowska tuba

Wbrew wszelkim faktom, prawom fizyki i chemii Lis lansuje rosyjską teorię spiskową błędu pilotów w katastrofie smoleńskiej („Z jakichś względów z samobójczą determinacją samolot pikował w stronę nieuchronnej tragedii. Tej tragedii udałoby się z łatwością uniknąć dzięki odrobinie ostrożności, odpowiedzialności, asertywności”. „Wprost”). Najbardziej prawdopodobną według wszelkich poszlak wersję wydarzeń, czyli zamach na prezydenta i atak na samolot państwa polskiego na terenie Rosji, Lis konsekwentnie przedstawia jako absurd. Ubierze się w garnitur, przyliże włosy żelem, postroi miny i ludożerka wszystko kupi. To i tak barany – tak właśnie Lis otwarcie określa swoich czytelników.

Jasne sytuacje

Dzisiaj Lis usłużnie wskazuje dziennikarzy, których należy wyrzucić z pracy. Podpowiada właścicielowi gazety (zaprzyjaźnionemu z przedstawicielami rządu). Nie może znieść, że są jeszcze na rynku medialnym osoby, które po męsku bronią etosu swojego zawodu i po prostu zasad. Kto rozumie funkcję dziennikarstwa, zdaje sobie sprawę, że Tomasz Lis z dziennikarstwem ma niewiele wspólnego. Lis nie rozumie, jak żałośnie brzmi, kiedy pyta autentycznych dziennikarzy, czy mają jaja... Widocznie nie wystarczy mu, że pokazaniem swoich atutów nie wzbudził większego zainteresowania. Dlatego teraz zaczepia i obraża innych. Przytoczę dość dosadne odniesienie. Kiedy chodziłam do liceum, na drodze z przystanku tramwajowego do budynku szkolnego w krzakach chował się zawsze pewien pan, który usiłował zwrócić na siebie uwagę dziewczyn. Ale na ogół starał się trzymać w krzakach. Perwersja III RP upycha Lisa na pierwszy plan wszędzie, gdzie się da, i zmusza nas do patrzenia na jego ekscesy, co mnie osobiście nie bardzo pasuje. Wszystkie dziewczyny, które szły do szkoły, wiedziały, że jak ów rezydujący w krzakach pan zawoła, to nie po to, żeby porozmawiać. Po prostu są sytuacje w życiu bardzo jasne. Moim zdaniem jasne jest, że Lis nie potrzebuje partnera do rozmowy. Dlatego dziwię się ludziom, których zaprasza do swoich programów, że godzą się na żenującą rolę jelenia. Jeszcze jak przy okazji Lis im się podlizuje, to można jakoś tę decyzję zrozumieć, zwłaszcza że w podlizywaniu Lis jest mistrzem. Ale jak gość jest z góry upatrzonym chłopcem do bicia lub narzędziem do udowadniania z góry ustalonych propagandowych tez, to aż żal patrzeć na frajera.