Co oznacza otrucie Nawalnego dla relacji Zachodu z Rosją?
Pierre Haski: Próba zabójstwa Nawalnego to moment prawdy w relacjach między Rosją i Niemcami. Wydaje się, że dla kanclerz Angeli Merkel to wręcz sprawa osobista po tym, jak niemieccy lekarze stwierdzili, że zatrucia dokonano środkiem z grupy Nowiczok. Ja widzę wyraźną zmianę tonu w debacie niemieckich polityków z kręgu CDU na temat Rosji.

Dlaczego pana zdaniem doszło do otrucia Nawalnego teraz przed ukończeniem gazociągu Nord Stream 2 tak ważnego dla Rosji?
Fakt, że użyto Nowiczoka, a nie mamy powodów nie wierzyć niemieckim lekarzom, którzy to stwierdzili, mamy do czynienia z zaangażowaniem państwa rosyjskiego w otrucie swojego obywatela, opozycjonisty. Nie wiemy, czy była to decyzja kogoś ze służb czy samego prezydenta Putina czy kombinacja obu zdarzeń. Mamy kryzys w relacjach z Rosją z tego powodu, a skutkiem czy też „ofiarą” tego kryzysu powinien być gazociąg Nord Stream 2.

Ten projekt powinien zostać zawieszony?
To jest jedyna sankcja, która byłaby odczuwalna dla Rosji. Inne sankcje uważam za nieskuteczne.

Jak sprawa Nawalnego odbierana jest we Francji?
Minister spraw zagranicznych Francji Le Drian nazwał Nowiczok bronią chemiczną, a stosowanie broni chemicznej jest zabronione przez układy międzynarodowe. Sprawa Nawalnego stała się sprawa międzynarodową, to nie jest już jedynie czysto wewnętrzna sprawa Rosji. Pyta pani dlaczego teraz otruto Nawalnego? Myślę, że autorytarny rosyjski reżim chciał pokazać światu, że może robić, co chce. Że nie ma już międzynarodowej władzy, która mogłaby coś zrobić. Putin był w Berlinie w styczniu na międzynarodowej konferencji na temat Libii, na której był obecny Pompeo, Macron czy Erdogan. Podpisano deklarację potwierdzającą embargo na sprzedaż broni do Libii. W tym samym czasie, kiedy Putin podpisywał tę deklarację, co udowodnił raport ONZ-u na ten temat, rosyjskie samoloty dostarczały broń z Rosji do rosyjskich baz w Syrii, która następnie była transportowana do Libii.

Czy Francja poprze Pana zdaniem sankcje przeciwko Rosji, które proponował we wtorkowym wywiadzie dla Bloomberga premier Polski Mateusz Morawiecki?
Jesteśmy w bardzo ważnym momencie. Zarówno sprawa Nawalnego, jak i protesty na Białorusi wiążą się z Rosją. Sankcje, o czym przekonaliśmy się w związku z aneksją Krymu przez Rosję, nie zdały egzaminu. Mamy satysfakcję, że karzemy państwo, które nie przestrzega prawa międzynarodowego, ale sankcje nie wywarły presji na Rosję. Jedynym argumentem, który działa na Rosję to kwestie energetyczne, a na stole mamy obecnie projekt Nord Stream 2.

Czy sprawa Nawalnego wpłynie na relacje francusko-rosyjskie?
Putin był w zeszłym roku w rezydencji Macrona w Bregancon, Francja prowadzi z Rosją dialog, który miał być kontynuowany w tych miesiącach, a utrudniony jest przez pandemię; np. Macron nie pojechał na paradę zwycięstwa do Moskwy w maju. Le Drian stwierdził w niedzielę, że dialog z Rosją „nie sprawia przyjemności”. Dialog z Rosją nie przyniósł nic dobrego poza wręcz kontrproduktywnym wrażeniem, które odniosła Rosja, że Europa jest podzielona i że można rozgrywać Francję przeciwko Polsce, krajom bałtycki i kontynuować taką politykę.

Jak protesty na Białorusi oceniane są we Francji?
Jeśli Europa nie jest w stanie oddziaływać na kryzysy, do których dochodzi tuż za jej granicą, to oznacza, że marzenia o wyjątkowym statusie UE jest fantazją. To pokazuje sprzeczność w polityce Macrona i jego ambicjach uczynienia Europy wielką.

W jaki sposób międzynarodowa społeczność powinna reagować na protesty na Białorusi?
Nie powinniśmy powtórzyć błędów, które popełniliśmy z Ukrainą. Nie powinniśmy czynić z Białorusi elementu konfrontacji na linii Wschód-Zachód. Najlepiej byłoby, aby społeczeństwo białoruskie, o co zresztą rozsądnie proszą białoruscy opozycjoniści, byłoby w stanie stworzyć samo demokratyczny ład w swoim kraju. Nie wydaje mi się, aby Europa na tym etapie była gotowa na międzynarodowy konflikt i kryzys.