Niezależna.pl: - Wygraną na Bałkanach selekcjoner kupił sobie odrobinę spokoju i uciszył falę krytyki jaka spadła na niego po meczu z Holandią (0:1).

Piotr Świerczewski: - Znam Jurka dwadzieścia lat. I nie mogę pojąć czym sobie zasłużył na tak agresywne ataki ze strony mediów. Wiadomo, że kiedy trenujesz Górnika Zabrze, to piszą o to głównie na Śląsku, gdy prowadzisz Legię to zajmujesz czołówki kolumn sportowych na Mazowszu, a prowadząc reprezentację skupiasz na sobie uwagę dziennikarzy z całej Polski. Kiedy trener zasługuje na krytykę, to należy mu wytknąć błędy, ale czy naprawdę Jurek dał powody do tak ordynarnego hejtu?! Miał awansować do mistrzostw Europy i awansował. Postawiono mu za zadanie stopniowe odmładzanie drużyny narodowej i to robi. Proszę zobaczyć ilu młodych piłkarzy wprowadził do kadry. Że wymienię - Recę, Bednarka, Jóźwiaka, Karbownika. A to tylko pierwsi z brzegu, jacy przychodzą mi do głowy. To świadczy o tym, że jest nie tylko dobrym, ale i odważnym szkoleniowcem. Poza tym to przyzwoity, porządny człowiek i zwyczajnie, tak po ludzku, niczym nie zasłużył na takie traktowanie.

- Utrzymuje pan kontakt z selekcjonerem? Co mówi na temat krytyki, która na niego spada?

- Jesteśmy przyjaciółmi. Razem wiele na boisku przeżyliśmy, ale nie siedzimy codziennie na telefonie. Jurek jest twardy i pewnie nie chciałby o tym mówić, ale dla kogo walenie w człowieka jak w bęben jest przyjemne?

- Nikt nie twierdzi, że Jerzy Brzęczek to zły człowiek. Zarzuty kierowane pod jego adresem dotyczą stylu gry reprezentacji. Na palcach jednej ręki można policzyć spotkania, w których Polacy spisywali się na miarę swojego potencjału.

- Nie zgadzam się. Przecież awansował do Euro bodaj na dwie kolejki przed końcem eliminacji. I przy całym szacunku do Adama Nawałki, którego lubię i bardzo cenię, zespół kierowany przez Jurka mierzył się ze zdecydowanie mocniejszymi przeciwnikami, niż ekipa jego poprzednika. Zgoda, w Holandii Polska zagrała tragicznie źle, ale nie oceniajmy dwuletniej pracy trenera przez pryzmat jednego meczu!

 

- Wróćmy do starcia z Bośnią. Jednym z jego bohaterów był Jacek Góralski, który zdecydowanie przyćmił swojego partnera z drugiej linii Grzegorza Krychowiaka,

- Jacek ma świadomość, że raczej nie zostanie wirtuozem futbolu, ale jest drużynie narodowej bardzo potrzebny. Umie rozbić atak rywala, a w Zenicy imponował fajnymi, prostopadłymi podaniami do napastników

- Jego przykład pokazuje, że występując nawet w tak egzotycznym klubie jak kazachski Kajrat Ałmaty, można poprawić umiejętności.

- A może "Góral" gra lepiej, niż przed wyjazdem z Polski, bo liga kazachska jest po prostu silniejsza od Ekstraklasy. Polska liga jest słabiutka, dlatego ogromne kwoty, jakich prezesi klubów żądają za młodych zawodników, to istne wariactwo. Tak to zresztą określił jeden z właścicieli klubu z League 1, z którym spotkałem się podczas niedawnej wizyty we Francji. Nad Sekwaną nie pojmują, skąd biorą się takie sumy z sufitu za piłkarzy, którzy nic nie osiągnęli. Karbownik rozegrał dopiero jeden sezon w seniorach, a już Legia woła za niego osiem czy dziesięć milionów euro. Dla mnie to absurd i cena z kosmosu.

- Fortunę trzeba też zapłacić za Kamila Jóźwiaka z Lecha, który w meczach z Holandią i Bośnią pozytywnie zaskoczył w reprezentacji.

- Ma przejść do Derby County. Uważam, że lepiej by zrobił, gdyby zdecydował się na transfer do ligi francuskiej czy niemieckiej, niż na drugi poziom rozgrywek w Anglii. W tych pierwszych krajach nauczyłby się taktyki, nowoczesnego rozgrywania piłki, zawiązywania akcji, a na Wyspach będzie musiał głównie zasuwać od jednego pola karnego do drugiego.

- Do niedawna był pan trenerem Sandecji Nowy Sącz, którą wspólnie z kolegą z reprezentacji olimpijskiej Marcinem Jałochą, utrzymał pan w I lidze. Potem jednak niespodziewanie odszedł z tego klubu. Dlaczego?

- Sandecja to klub z mojego rodzinnego miasta i zawsze będzie mi bliska. Odszedłem stamtąd, bo nie widziałem długofalowej strategii działania. Stary stadion obudowuje się nowymi cegłami. Podam taki przykład - pojawili się w mieście inwestorzy gotowi wesprzeć Sandecję. Mieli się spotkać z prezydentem, ale ten ostatecznie nie znalazł dla nich czasu. Chciałbym pracować w miejscu, gdzie przez teraźniejsze działania wykreuje się przyszłość. Czekam na ofertę od właścicieli klubu z wizją. A na razie na zaproszenie właściciela FC Nantes Waldemara Kity wybieram się do Monako na mecz tych drużyn. Może będę świadkiem debiutu Radosława Majeckiego w bramce drużyny z księstwa?! Trzymam kciuki za Radka!

- Ma pan za sobą pierwsze doświadczenia jako zawodnik MMA. Wróci pan do oktagonu?

- Mogę walczyć z kimś na podobnym poziomie wyszkolenia. Na pewno nie z zawodowcem, który trenuje dziesięć czy piętnaście lat. Co mógłbym mu przeciwstawić po trzymiesięcznych przygotowaniach? Na pewno nie zrobię z siebie pajaca, jak Marcin Najman, który wszystkich wokół obraża i wyzywa, a za rywala na swój pożegnalny pojedynek wybrał Darka Lwa, którego bilans to dziewięć przegranych w dziewięciu stoczonych dotąd walkach. Udział w takim cyrku mnie nie interesuje,