Zmiany na Białorusi są nieodwracalne. Prof. Rau: W społeczeństwie nie ma już bariery strachu

W społeczeństwie białoruskim nie ma już bariery strachu. Przekroczona została również bariera przyzwolenia. Nie ma już legitymizacji władzy, która jest władzą tylko dlatego, że może fizycznie rządzić. Społeczeństwo uznało, że potrzebne jest inne uprawomocnienie - powiedział w wywiadzie z Katarzyną Gójską i Tomaszem Sakiewiczem dla "Gazety Polskiej" nowy szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych, prof. Zbigniew Rau.

Prof. Zbigniew Rau
fot. Jan Sroda/Gazeta Polska

Katarzyna Gójska, Tomasz Sakiewicz: Jak Pan widzi dalsze scenariusze rozwoju sytuacji na Białorusi?

Prof. Zbigniew Rau: Dla każdego, kto miał okazję oglądać procesy polityczne w naszej części Europy przez ostatnie czterdzieści lat, analogie są oczywiste. Pytanie, czy Białoruś jest na etapie polskiego roku 1979, gdy papież Jan Paweł II mówił o zstępowaniu Ducha Świętego, czy jest to już nasz rok 1980, czy też może 1989? Widać, że te zmiany są nieodwracalne. W społeczeństwie białoruskim nie ma już bariery strachu. Przekroczona została również bariera przyzwolenia. Nie ma już legitymizacji władzy, która jest władzą tylko dlatego, że może fizycznie rządzić. Społeczeństwo uznało, że potrzebne jest inne uprawomocnienie. Władza może mieć mandat do rządzenia, ale musi być na to przyzwolenie narodu. Naród białoruski demonstracyjnie powiedział „nie” modelowi rządzenia Aleksandra Łukaszenki, którego charakteryzowało określenie: „Nie dysponuję waszym przyzwoleniem, nie podzielam waszych wartości, ale jestem, bo dysponuję siłą”. Społeczeństwo stało się samodzielnym podmiotem, niezorganizowanym, bez jednego programu politycznego, którego wspólnym mianownikiem jest wrażliwość w kwestiach demokracji. Manifestowana jest ona w sferze publicznej. Aleksandr Łukaszenka przestał być samodzielnym podmiotem, bo jego obecność w życiu publicznym wynika wyłącznie ze wsparcia rosyjskiego. Tym samym w relacjach z Rosją jest on osłabiony, jest jej instrumentem. Mamy teraz do czynienia z interwencją o charakterze hybrydowym. Pokazują to takie działania jak desant na publiczne media i podmienianie dziennikarzy, którzy notabene nie działali nigdy w podziemiu, a teraz w krytycznym momencie chcą zachować się przyzwoicie i iść za głosem serca. Odkrywają swoją tożsamość białoruską, chociaż może w nieco inaczej niż demonstrujący na ulicach. Pragną pewnej wizji dobra wspólnego, które nie jest utożsamiane z obecnością Łukaszenki. Co do kwestii rosyjskiej, to nie trzeba być ekspertem, żeby stwierdzić, że z perspektywy administracji Władimira Putina Białoruś powinna pozostać w ich strefie wpływu, mimo że oficjalnie jest oddzielnym podmiotem. To jednak zdaje się wykluczać dialog między władzą – sprawowaną już nie przez Łukaszenkę – a społeczeństwem, dlatego że oddziaływałoby to także na sytuację w samej Rosji.

Można powiedzieć, że Rosja boi się efektu domina?

Tak jest. Rosja chce mieć Białoruś w sferze swoich wpływów, ale chce też mieć lepsze relacje z Zachodem. I to jest paradoks. Bardzo trudna sytuacja dla Putina. Ostatnie wydarzenia doprowadziły nawet do tego, że po raz pierwszy – nawet w Niemczech – prowadzi się dyskusję o projekcie Nord Stream 2.

Pojawił się poważny znak zapytania co do zamiarów Niemców w tej sprawie.

Czy Niemcy wycofają się z tego projektu? Odpowiedź na to pytanie wynika z syntezy czynników aksjologicznych i politycznych. Takie metody jak trucie ludzi – sprawa Aleksieja Nawalnego – nie mieszczą się w żadnej formie współpracy. Są też nieakceptowalne z perspektywy zwykłych ludzkich emocji. Co więcej, do tej pory truto byłych agentów, co również jest nieakceptowalne. Nie dotyczyło to jednak czynnych polityków. W tym przypadku chodzi o jednego z liderów opozycji antyputinowskiej, który był uczestnikiem quasi-demokratycznego procesu wyborczego. Mówimy o wyborach na Syberii, w których on sam nie kandydował, ale wprowadził coś bardzo innowacyjnego, tzw. smart voting, którego ideą jest to, że każdy, kto nie zgadza się z władzą, niezależnie od swoich poglądów, głosuje na ludzi opozycji. Przez to Nawalny stał się uczestnikiem procesu wyborczego, czyli powszechnie akceptowalnej gry politycznej. Próba usunięcia go naruszyła zasady wszystkich podmiotów, które biorą udział w tej grze. Tak więc w grze interesów, jaką jest Nord Stream 2, trudno oczekiwać, że Rosjanie zachowają wiarygodność. Z kolei w sferze politycznej projekt ten zwiększa podziały w Unii Europejskiej. Jego zasadność nie jest przesądzona.

To znaczy, że Rosjanie popełnili błąd, próbując pozbyć się Aleksieja Nawalnego?

Zapewne. 

Cały, obszerny wywiad z nowym szefem MSZ ukaże się już jutro w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"!
 

 


Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Tomasz Sakiewicz,Katarzyna Gójska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo