Po kompromitująco słabym piątkowym meczu z Holandią (0:1), drugie starcie w tegorocznej edycji Ligi Narodów  z Bośnią i Hercegowiną miało być dla piłkarzy reprezentacji Polski okazją do odzyskania twarzy i zaufania kibiców, a dla trenera Jerzego Brzęczka pretekstem do uciszenia krytyków, którzy nawoływali do jego dymisji.

Pierwsze pół godziny w wykonaniu Biało - Czerwonych mocno rozczarowało. Co prawda Polacy nie byli tak pasywni, jak w Amsterdamie i śmielej zapuszczali się pod bramkę Asmira Begovicia, ale ich staraniom brakowało skutecznego wykończenia. Co więcej, nasi od 24. minuty przegrywali 0:1. Jan Bednarek w polu karnym popchnął skaczącego do główki, byłego zawodnika Lecha Poznań, Elvira Koljicia i turecki sędzia Cuneyt Cakir podyktował "jedenastkę". Jej skutecznym wykonawcą okazał się Haris Hajradinović, który mocnym strzałem po ziemi tuż przy słupku, pokonał Łukasza Fabiańskiego. Piłkarze Brzęczka wzięli się do roboty od 35. minuty. Ich akcje napędzali Kamil Jóźwiak ze skrzydła i defensywny pomocnik Jacek Góralski, który mierzonymi prostopadłymi podaniami siał popłoch wśród obrońców gospodarzy. Wreszcie w 45. minucie defensorzy zablokowali strzał Arkadiusza Milika. Po wrzutce Kamila Grosickiego z rzutu rożnego, w polu karnym Bośniaków najwyżej wyskoczył rozgrywający 75. mecz w kadrze kapitan Kamil Glik i głowa huknął nie do obrony.

Po przerwie do 60. minuty znów nic się nie działo. Właśnie wtedy, po godzinie gry, trener Bośni i Hercegowiny Dusan Bajević wyjął z rękawa swojego asa - Edina Dżeko. Lider drużyny z Bałkanów niespodziewanie zaczął mecz na ławce, a teraz wchodził, by uratować gospodarzom przynajmniej remis. Napastnik Romy starał się, skupiał na sobie uwagę polskich obrońców, wypracowywał pozycję kolegom, ale specjalnie Łukaszowi Fabiańskiemu nie zagroził. W przeciwieństwie do drugiego z jubilatów w naszej drużynie. Rozgrywający - podobnie, jak jego przyjaciel Glik - 75. spotkanie w koszulce z Orłem na piersi Kamil Grosicki wykorzystał dobre podanie Macieja Rybusa. "Grosik" niczym królik z kapelusza wyskoczył zza obrońców i sprytnym strzałem pokonał Begovicia i wyprowadził Polskę na prowadzenie. Był to jego 14. gol w narodowych barwach.

W doliczonym czasie gry gospodarzy mógł dobić Milik, ale niecelnie uderzył z rzutu wolnego.

Zatem tradycji stało się zadość. To był czwarty mecz reprezentacji Polski przeciwko Bośni i Hercegowinie i trzecie zwycięstwo. Wygrana cieszy, a jeszcze bardziej styl, diametralnie różny od tego z pojedynku z Holandią. Jerzy Brzęczek może głęboko odetchnąć. Przynajmniej na chwilę uciszył krytyków, którzy po porażce z Holandią żądali jego głowy.

Bośnia i Hercegowina - Polska 1:2 (1:1)

1:0 Hajradinović 24. min (karny), 1:1 Glik 45. min, 1:2 Grosicki 67. min