Niezależna.pl: Jakie wysnuł pan wnioski, na temat reprezentacji Polski, po piątkowym meczu pierwszej kolejki Ligi Narodów z Holandią (0:1)?

Henryk Kasperczak: Najbardziej rzucała się w oczy niemoc naszych piłkarzy w ataku. Sytuacje, po których musieli interweniować Niderlandczycy, można policzyć na palcach jednej ręki. Oddaliśmy zaledwie jeden celny strzał. To była gra na jedną bramkę. Niestety na polską...

- Chór krytyków Jerzego Brzęczka jest coraz głośniejszy. Kibice domagają się zwolnienia selekcjonera. Przychyla się pan do tych opinii?

- Odpowiedzialność za wybór Jerzego Brzęczka na trenera kadry narodowej spoczywa na ludziach z PZPN, którzy na niego postawili. Teraz muszą zmierzyć się z problemem i zdecydować, czy zdymisjonować szkoleniowca, czy pozwolić mu pracować dalej. Mimo, że drużyna gra słabo, to ja zostawiłbym Brzęczka. Osiągnął z reprezentacją sukces - awansował do finałów mistrzostw Europy. A, że w stylu, który nie porywał? Cóż, to zupełnie inna kwestia...

- W meczu z Holandią wyraźnie było widać, że jak na boisku nie ma Roberta Lewandowskiego, to nie ma też na nim naszej drużyny...

- Takie myślenie to błąd! Zespół nie może się opierać tylko na jednym piłkarzu. Bez względu na to, jak jest on dobry. Pozostali reprezentanci powinni przestać myśleć, że jak im coś nie wyjdzie, to Robert strzeli gola i to naprawi. Odpowiedzialność za wyniki muszą wziąć na swoje barki wszyscy piłkarze!

- Powiedział pan, że faworytem poniedziałkowego starcia będą Bośniacy. Dlaczego, przecież dotąd dwukrotnie z nimi wygraliśmy i raz zremisowaliśmy?

- Teraz to zupełnie inna drużyna, niż jeszcze rok temu. Widziałem fragmenty ich meczu z Włochami i naprawdę spisywali się bardzo przyzwoicie. A tak udany występ jeszcze dodatkowo ich nakręcił. Poza tym trener Dusan Bajević to świetny psycholog i z grupy zawodników o głośnych nazwiskach stworzył team groźny dla najlepszych.

- Jak powinni zagrać Polacy, żeby koszmar z Amsterdamu się nie powtórzył?

- Uważnie i odważnie. Nie da się wygrać meczu, jeśli się nie atakuje i nie strzela na bramkę rywali. Trzeba odważnie wyjść do przodu, postraszyć przeciwników. Sprawić, żeby nabrali dla nas respektu i szacunku. Ale żeby nasza rozmowa nie była tak bardzo pesymistyczna, to w tym zespole nie wszystko jest do poprawy. Mamy Lewandowskiego, którego zazdrości nam każdy trener na świecie, dobrych bramkarzy. Glik trzyma obronę, a przy nim bardzo dobrze rozwija się Bednarek, którego talent eksplodował w Southampton. Widać, że doskonale odnalazł się w niezwykle wymagającej lidze angielskiej. Do ich poziomu muszą jednak doszusować pomocnicy i pozostali napastnicy. Bez mocnej ofensywy nie będzie zwycięstw.

Przy każdej zmianie na stanowisku trenera kadry, był pan wymieniany w gronie głównych kandydatów na selekcjonera. A jednak nigdy nie było panu dane prowadzić drużyny narodowej. Kiedy był pan najbliżej objęcia reprezentacji Polski?

- Wie pan, szefowie PZPN nie mogli mnie pominąć... Byłem dyżurnym kandydatem, choć zdarzało się, że jeszcze przed ogłoszeniem nazwiska nowego selekcjonera wiedziałem, kto nim został. A oficjalne mydlono mi oczy, że decyzja jeszcze nie zapadła, że mam duże szanse... Najbliżej posady w kadrze byłem po mistrzostwach świata w 2006 roku. Ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz po mundialu zdymisjonował Pawła Janasa. Miałem świetny okres w Wiśle Kraków. Trzykrotnie zdobyliśmy mistrzostwo Polski, dwa razy puchar kraju. Trzy lata wcześniej toczyliśmy wyrównane boje z Lazio Rzym o awans do ćwierćfinału Pucharu UEFA. I Listkiewicz porozumiał się z właścicielem Wisły Bogusławem Cupiałem. Prezes wyraził zgodę, żebym poszedł do reprezentacji. Ale z jednym zastrzeżeniem. Miałem równocześnie prowadzić i kadrę i Wisłę. Michał Listkiewicz na to przystał. Tyle, że wtedy ja się sprzeciwiłem, bo nie wyobrażałem sobie  godzenia pracy w klubie i w kadrze. Kiedy odmówiłem, prezes PZPN złożył propozycję Leo Beenhakkerowi, a ten przyjął ofertę.

- Co pan aktualnie porabia?

- Siedzę z rodziną we Francji. Pandemia koronawirusa wciąż trwa, podróże są niebezpieczne. Ale z piłką jestem na bieżąco. Oglądam mecze, zgłaszają się kluby z prośbami o poradę. Jak mogę, to oczywiście pomagam.