Niezależna.pl: - Nasza kadra w Amsterdamie grała tak, że zęby bolały... Przyłączy się pan do chóru krytyków Jerzego Brzęczka, apelujących do prezesa PZPN Zbigniewa Bońka o zdymisjonowanie trenera?

Jacek Gmoch: Nie bawię się w takie gierki i podchody. Poza tym jest coś takiego jak solidarność zawodowa. Z doświadczenia wiem, jak wyczerpująca psychicznie i ciężka jest praca trenera reprezentacji. Jego największym wrogiem jest czas, A właściwie jego brak. Co można wypracować podczas dwudniowego zgrupowania? Jednego jednak nie rozumiem. Pomeczowej wypowiedzi Jerzego Brzęczka, że jest zadowolony z postawy drużyny. Może chodziło mu o to, że jest zadowolony, że przegrał tylko 0:1?! Bo trudno cieszyć się z gry zespołu, który w każdym elemencie był zdecydowanie gorszy od rywali. Oto statystyki: strzały 14:1 dla Holendrów. Posiadanie piłki: 64 procent do 36. Oczywiście dla naszych rywali. Nie da się wygrać meczu, jeśli przez 90 minut wyłącznie przeszkadza się przeciwnikom. Gdzie była nasza pomoc? Gdzie był Piotr Zieliński, który miał regulować tempo gry i rozdzielać piłki? Miałem wrażenie, że w ogóle nie wyszedł z szatni na ten mecz... Na pozycji reżysera próbował Zielińskiego zastąpić Krychowiak. Starał się, ale on się nie nadaje do rozgrywania. On umie kasować akcje rywali, a nie kreować nasze...

- Polacy zawiedli na całej linii. Czy mimo wszystko, znalazłby się w naszej reprezentacji piłkarz, któremu za występ przeciwko Holandii wystawiłby pan choćby mały plusik?

- Odważnie i bez kompleksów zagrał na skrzydle młody Kamil Jóźwiak. Tylko on potrafił wygrywać pojedynki jeden na jeden z gospodarzami. Jeżeli reprezentacyjnej krzepy, obycia i doświadczenia nabierze jeszcze Michał Karbownik, to będziemy mieli dwóch fajnych chłopaków na lewej stronie. I z pozytywów to tyle.

- Mecz z Holandią pokazał ile dla Biało-Czerwonych znaczy Robert Lewandowski. Bez niego nasz atak nie istniał.

- Uważam, że w Amsterdamie i Robert by tej drużynie nie pomógł. Lewandowski przeszedł piłkarską ewolucję. Jest nie tylko światowej klasy napastnikiem, ale kiedy trzeba potrafi też cofnąć się po piłkę, rozegrać, zaliczyć asystę. By jednak to robił, musi być spełniony jeden, najważniejszy warunek: ktoś musi mu dograć, podać futbolówkę. A w piątek nikogo takiego w drużynie Brzęczka nie widziałem. Przy tak dysponowanych Holendrach, nawet taki as jak Robert, w pojedynkę niewiele by zdziałał.

 

- W poniedziałek nasza narodowa drużyna będzie miała okazję do zmazania plamy. W drugiej kolejce Ligi Narodów zmierzy się w Zenicy z Bośnią i Hercegowiną.

- Dotychczas dwa razy z nimi wygraliśmy i raz był remis. Ale to mocny i niewygodny rywal. Przekonali się o tym w piątek Włosi, którzy po ciężkim meczu zaledwie z nimi zremisowali 1:1. Proszę przyjrzeć się jakie nazwiska z jakich klubów, grają w kadrze Bośni i Hercegowiny. W bramce Ibrahim Sehić z tureckiego Konyasporu. Drugim golkiperem jest Asmin Begović z Milanu, a trzecim były bramkarz Lecha Jasmin Burić. Dobrze, to nie są może wielkie tuzy przy których napastnikom miękną nogi, ale każdy z nich to solidny rzemieślnik. W obronie rządzi Sead Kolasinac z Arsenalu Londyn, w pomocy Miralem Pjanić wykupiony przez Barcelonę z Juventusu, a w ataku wiecznie młody Edin Dżeko z Romy. To on ostatnio "skaleczył" Włochów. Jeżeli trener Dusan Bajević zdoła okiełznać skorych do kłótni piłkarzy, to przy wsparciu fanatycznych kibiców, mogą być naprawdę groźni.

- Czyli Polska nie ma szans?

- Nie wiem. Nigdy nie byłem hazardzistą, dlatego nie wytypuję wyniku. Muszę posiłkować się sloganem - wygra lepszy. I oby tym lepszym byli Biało-Czerwoni.