"Osoby LGBT walczą na swój sposób. Nie ma centralnego organu, który mówiłby, jak ma się to odbywać. Jedni organizują marsze, inni… chcą zaznaczyć swoją obecność w sposób nie taki, w jaki robiliśmy to przez ostatnie 20 lat" - mówiła Żukowska.

- Za pomocą przemocy?

- dopytał red. Michał Rachoń.

- Marsze nic nie zmieniły. Nie ma związków partnerskich. Młode osoby są tym bardzo sfrustrowane. Różne osoby podejmują swoje decyzje i później za nie odpowiadają - odparła.

- Partie polityczne, na pewno partia Lewicy, nigdy nie będą walczyły o władzę w sposób oparty na przemocy. Walczymy w wyborach, w demokratycznej rywalizacji - dodała Żukowska, przyznając jednocześnie, że Michał Szutowicz dopuścił się przemocy.

- Nie możemy sprawy stawiać tak, że gdy idzie o sprawy LGBT, to oni mogą więcej. W czym się różnią?  W czym są bardziej wyjątkowi? Dlaczego ich postulaty różnią się od innych? Łamią prawo, stosują przemoc. Pan Michał musi ponieść konsekwencje swoich czynów, niezależnie od postulatów, z jakimi postanowił w ten sposób się mierzyć. Nie można tego relatywizować. To tak abstrakcyjne, że nie rozumiem, dlaczego o tym dyskutujemy

- jednoznacznie oceniła poseł Stachowiak-Różecka.

Poseł PO Jarosław Urbaniak krytycznie odniósł się do działalności Michała Szutowicza, twierdząc, że „nikt w ostatnim czasie nie zaszkodził tak walce o prawa mniejszości LGBT, jak zrobiła to ostatnio Margot”.

- Mamy do czynienia z bardzo poranioną istotą - ocenił ostatni z gości programu „Woronicza 17” prof. Andrzej Zybertowicz.

- Istotą, która po wyjściu z aresztu, nie czuje żadnej skruchy za fakt zastosowania nagiej, fizycznej przemocy. Uważnie wysłuchałem rozmowy na antenie Radia ZET. Ten człowiek jest przekonany, że  na co dzień jest przemoc w autobusach, na imprezach. Część środowisk LGBT tworzy dla zagubionych istot, poranionych ludzi, toksyczne środowisko i otoczenie

- ocenił doradca prezydenta.

Prokuratura postawiła "Margot" zarzuty udziału w zbiegowisku, brutalnego zaatakowania działacza fundacji pro-life oraz niszczenia mienia należącego do fundacji. Chodzi o zdarzenia z 27 czerwca tego roku. Taki czyn zagrożony jest karą do 5 lat pozbawienia wolności.

W połowie lipca zgodnie z decyzją sądu wobec Sz. zastosowano policyjny dozór i poręczenie w kwocie 7 tys. zł. Na początku sierpnia uwzględniając zażalenie prokuratury, sąd zastosował dwumiesięczny areszt tymczasowy. Jak przekazała później rzeczniczka warszawskiej prokuratury okręgowej prok. Aleksandra Skrzyniarz, Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztowania wobec podejrzanego.