Niezależna.pl: - Jakie nastroje panują w Holandii przed meczem z Polską inaugurującym rywalizację w grupie 1 Dywizji A Ligi Narodów?

Henryk Bolesta: - Bojowe! Nikt tu nie wyobraża sobie innego scenariusza, niż przekonująca wygrana gospodarzy. Holandia ma młodą, głodna sukcesów drużynę. Stać ich naprawdę na wiele, co udowodnili w poprzedniej edycji Ligi Narodów, w której doszli aż do finału. Na korzyść reprezentacji Polski przemawia natomiast fakt, że już na początku pandemii koronawirusa rozgrywki ligi Eredivisie zostały najpierw zawieszone, a chwilę później uznane za zakończone., Po kilkumiesięcznej przerwie kadrowiczom występującym w holenderskich klubach może brakować ogrania, czucia piłki. Przecież przez długi czas ćwiczyli indywidualnie, w domach. A nawet najbardziej intensywny trening nie zastąpi piłkarzowi gry. To może być nasza szansa. Zawodnicy Jerzego Brzęczka muszą być przygotowani na to, że gospodarze od początku ruszą do ataku. Nasi nie mogą się dać stłamsić. Nie możemy przestraszyć się Holendrów! Biało - Czerwoni powinni konsekwentnie grać swoje, a wtedy będzie ich stać na wywalczenie przynajmniej remisu.

- Jak holenderskie media odebrały nieobecność w polskiej kadrze Roberta Lewandowskiego?

- Bez ekscytacji. Dla miejscowych kibiców i dziennikarzy najlepszym środkowym napastnikiem świata jest Memphis Depay i to jemu poświęca się najwięcej miejsca w mediach. Kibice w Holandii tkwią w przeświadczeniu, że Memphis w Manchesterze United grał w kratkę, bo jego potencjału nie potrafił wykorzystać ówczesny trener tej drużyny Jose Mourinho. Po przejściu do Lyonu i wyleczeniu poważnej kontuzji, Depay spisuje się wybornie. A kto jest lepszy - on czy Lewandowski? Odpowiem tak - w niedawnym półfinale Ligi Mistrzów Bayern rozgromił Lyon 3:0. Polak strzelił gola, a Holender nie błyszczał.

 

- Klienci pańskiej firmy wiedzą, że był pan świetnym bramkarzem? Prowokują rozmowy na temat najbliższego starcia Holandii z Polską?

- Tu ludzie wciąż obawiają się zarażenia koronawirusem, więc z kontrahentami kontaktujemy się głównie przez internet. Nabywcy zamawiają sprzęt, albo zgłaszają, że jest coś do naprawy, a my wtedy przyjeżdżamy do domu klienta. Ale fakt, w ostatnim czasie kilka razy byłem zaczepiany na okoliczność piątkowego spotkania. Jeden pan wyliczał mi, ile goli dostanie nasz bramkarz. Spokojnie odparłem, że przed meczem jeszcze nikt nie wygrał.

- Wiadomo już, kto zostanie trenerem kadry "Pomarańczowych" po odejściu do Barcelony dotychczasowego selekcjonera Ronalda Koemana?

- W dwóch najbliższych meczach Ligi Narodów - z Polska i 7. września z Włochami Holendrów poprowadzi asystent Koemana Dwight Lodeweges. Jeżeli drużyna pod jego wodzą osiągnie dobre rezultaty w tych spotkaniach, to być może zostanie na stałe, Tym bardziej, że współpracę z Lodewegesem bardzo chwalą sobie reprezentanci. To nie był jakiś wybitny piłkarz. Raczej anonim, ale jako szkoleniowiec musi mieć poważne atuty, skoro do współpracy wybrał go ktoś tak wymagający jak Koeman.

- Przed kilkoma miesiącami polskie media obiegła sensacyjna informacja, że pan i żona jesteście podejrzani o prowadzenie plantacji marihuany. Jak zakończyła się cała ta historia?

- Sprawa rozeszła się po kościach. Powtórzę, to o czym już mówiłem. Do całej sytuacji doszło ponad trzy lata temu. Chciałem sprzedać dom, ale jako, że nie było na niego kupca, to posiadłość wynająłem. Po jakimś czasie dostałem wezwanie na policję. Na komisariacie poinformowano mnie, że na posesji hodowane są konopie indyjskie.

Powiedziałem, zgodnie z prawdą, że nic o tym nie wiem. Przedstawiłem umowę najmu i było po temacie, Nie mam pojęcia, jak potoczyły się dalsze losy "hodowców". Po tym jak ich w trybie natychmiastowym eksmitowałem, nie mam z tymi ludźmi żadnego kontaktu.

- Wróćmy do piłki. Jest pan uważany za jedną z ikon Rody Kerkrade. Pamięta pan, który ze znanych holenderskich napastników najmocniej zaszedł panu za skórę w czasie  występów w Eredivisie?

- Nie grałem przeciwko jakimś wybitnym tuzom. Ostatnim z wielkich holenderskich piłkarzy, którzy wtedy wyjechali z kraju, był napastnik reprezentacji "Oranje" Wim Kieft. W 1990 roku przeszedł z PSV Eindhoven do francuskiego Bordeaux. Kiedy broniłem w Rodzie, to najwięcej krwi mi napsuł niejaki Erik Willaarts z Utrechtu. Był do tej drużyny wypożyczony z Borussii Moenchengladbach. Co facet miał czucie piłki i ciąg na bramkę... Kiedy tylko dostał futbolówkę w polu karnym, to od razu śmierdziało golem.

- I tradycyjnie na koniec: jaki będzie wynik w piątek?

- Nie pękniemy! Stawiam na 2:2 po zaciętej walce.