Dlaczego Ruch Narodowy jest za mało radykalny

Dla młodych narodowców czy kibiców idących w Marszu Niepodległości Wojciech Jaruzelski to zdrajca.

Dla młodych narodowców czy kibiców idących w Marszu Niepodległości Wojciech Jaruzelski to zdrajca. A zaproszenie go przez Bronisława Komorowskiego do doradzania w sprawach rosyjskich to haniebne wysługiwanie się Moskwie, najgorszemu w ciągu ostatnich wieków wrogowi Polski. Większość z nich nie wie, że twórcy Ruchu Narodowego mają zupełnie inne zdanie w tej ostatniej sprawie.

Morze narodowych flag, patriotyczne hasła, kłamstwa mediów, policyjna prowokacja, strzelanie kulami gumowymi do zgromadzonych ludzi, wśród których były kobiety, dzieci – tak wyglądał tegoroczny Marsz Niepodległości.

Kluby „Gazety Polskiej" sprowadziły na marsz kilkanaście tysięcy ludzi. Po oddaniu czci zasłużonemu dla polskiej niepodległości Romanowi Dmowskiemu przeszły przed pomnik Józefa Piłsudskiego, by podkreślić zasługi tego, który walczył o nią z bronią w ręku.

Szczególnie cieszył udział w marszu młodych ludzi, w tym kibiców piłkarskich. Oddawanie czci twórcom polskiej niepodległości odbywa się też na stadionach. Kibice mojego Lecha Poznań wywiesili niegdyś sektorówkę z Romanem Dmowskim i jego słowami „Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie". Z kolei Jagiellonia Białystok i Stomil Olsztyn pokazywały sektorówki z Józefem Piłsudskim.

„Gazeta Polska" jako pierwsza rozpoczęła – od swojego powstania w 1993 r. – walkę o przywrócenie pamięci o Żołnierzach Wyklętych, którą kontynuują dziś kibice czy raper Tadek z zespołu Firma. Wielkie zasługi w tej sprawie miał nasz zmarły w styczniu tego roku kolega Jacek Kwieciński, syn ppłk. Wincentego Kwiecińskiego, szefa kontrwywiadu komendy Okręgu AK Warszawa, a potem prezesa III Zarządu Głównego Zrzeszenia WiN.

Wspieramy ruch kibicowski od wielu lat. Publikował u nas m.in. Piotr Staruchowicz i gdy przestanie być więźniem politycznym, zaprosimy go znów na nasze łamy.

Lider Ruchu Narodowego: Moskwa nie jest głównym zagrożeniem

Przypominam o tym wszystkim, bo organizatorzy Marszu Niepodległości z Młodzieży Wszechpolskiej i ONR-u postanowili wykorzystać jego potencjał do budowy nowej formacji politycznej – Ruchu Narodowego.

Klimat radykalizmu przyciąga młodych ludzi. W latach 90. kojarzyła się z nim Liga Republikańska, a także moja Akcja Alternatywna Naszość, rzucająca jajkami w prezydenta Kwaśniewskiego. Młodzież Wszechpolska czy ONR reprezentują dziś radykalizm inny, ideologiczny, jednak nie o tym chcę tu dziś pisać, lecz o sprawach, w których liderzy Ruchu Narodowego radykalni nie są. A ich poglądy odstają od tego, co myśli większość uczestników Marszu Niepodległości.

Czytam wpis na blogu współtwórcy ruchu Roberta Winnickiego po podpisaniu porozumienia pomiędzy abp. Michalikiem i patriarchą Cyrylem, przy entuzjastycznym poparciu Tuska i Komorowskiego. Winnicki stwierdza: „Podpisanie dokumentu ocenić należy pozytywnie". I wykłada swoje poglądy na Rosję: „Dla polskiej prawicy jest zaś dobrym przypomnieniem, co stanowi główne zagrożenie dla kultury i cywilizacji, dla Polski i Polaków: nie jest nim Moskwa, a demoliberalizm, laicyzm i konsumpcjonizm".

Otóż powyższe uważam za bzdurę. Obecne osuwanie się przez Polskę w strefę wpływów Moskwy oznacza, że do „zachodnich" zagrożeń, które trafnie definiuje Winnicki, dochodzi zanurzanie się w posowieckie bagno. Czyli wszystko to, co dzieje się dziś w Rosji i wszystkich państwach jej podporządkowanych – mordowanie patriotów, wysługiwanie się przez sądy rządowi, gigantyczna korupcja, bieda itp. – to jednym słowem niesłychana degradacja cywilizacyjna.

To plany odbudowy imperium przez Putina są największym zagrożeniem dla Polski. Pomysł, że można razem patriarchą z KGB bronić tradycyjnych wartości, jest kuriozalny. Rosja nie chce Polski zdrowej. Wspiera siły niszczące naszą tożsamość. Nie przypadkiem przedstawiciel Ruchu Palikota prowadził rosyjski marsz w czasie Euro 2012. Nie przypadkiem rosyjski koncern dał pieniądze na antypolski film „Pokłosie".

„Narodowi demokraci rozpoznawali się przez stosunek do stanu wojennego"

Jaki jest rodowód idei głoszonych przez Winnickiego? W tym roku przy okazji marszu doszło do kuriozalnej sytuacji. Roman Giertych poszedł w oficjalnym marszu Komorowskiego. Jego ojciec Maciej Giertych znalazł się w Komitecie Honorowym Marszu Niepodległości, jednak też wziął udział w obchodach oficjalnych. Artur Zawisza, tworzący Ruch Narodowy, pytany o to przez „Codzienną" odpowiedział: „Co do profesora Macieja Giertycha, to z całą świadomością poprosiliśmy go o uczestnictwo".

Przypomnijmy młodszym rodowód Giertycha ojca. 17 lipca 1989 r. Maciej Giertych zwraca się do Wojciecha Jaruzelskiego: „Związek Radziecki nas militarnie ochrania, jest też wypróbowanym partnerem gospodarczym. Potrzebny nam u steru ktoś, kto zapewni trwałość sojuszu ze wschodnim sąsiadem. (...) Tylko Pan, Panie Przewodniczący, może nam to zagwarantować". Ojciec Romana Giertycha przypomina też o swoim poparciu dla stanu wojennego: „Po 13 grudnia narodowi demokraci rozpoznawali się przez stosunek do stanu wojennego. Kto go popierał, dawał dowód myślenia geopolitycznego".

Prorosyjskość narodowców po 1989 r. tylko w słowach odwoływała się do najmniej aktualnej dziś – po półwieczu moskiewskiej okupacji – części poglądów Dmowskiego. W rzeczywistości była kontynuacją tradycji „narodowców" z PRL-u.

Nie można kochać Żołnierzy Wyklętych i tradycji Giertychów

Miałem okazję poznać Roberta Winnickiego i myślę, że nie jest nowym Giertychem i wierzy w to, co mówi. Jednocześnie jednak uważam, że błądzi. Przed narodowcami stoi dziś wybór. Czy chcą się odwoływać do bohaterów NSZ-etu, Żołnierzy Wyklętych, Pileckiego, czy do tradycji Giertychów i innych „narodowców" współpracujących z władzami PRL-u. Wolących Moskwę od – określenie z komunistycznej propagandy – „zgniłego Zachodu".

Do jednego i drugiego odwoływać się nie da. Jan Bielatowicz, przedwojenny szef krakowskiej Młodzieży Wszechpolskiej, odznaczony za Monte Cassino, na emigracji po wojnie był jednym z ważniejszych publicystów antykomunistycznych. W 1955 r. doszło do jego polemiki z pisarzem Janem Dobraczyńskim. Dobraczyński, też przedwojenny narodowiec, w PRL-u był posłem z ramienia PAX-u. Później poparł stan wojenny. Był też we władzach Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Gdy Roman Giertych został ministrem edukacji, Dobraczyńskiego wprowadzał na listę lektur.

W 1955 r. Dobraczyński zachęcał emigrantów katolików, by zmienili stosunek do PRL-u. Bielatowicz zarzucił mu, że wykorzystując swoje endeckie korzenie, „wyręcza marksistów na niebezpiecznym dla nich i mało dostępnym terenie". I dodał ostro: „Albo Dobraczyński jest najmitą komunistów, odzianym w skórę katolickiego baranka, albo okazem tak spreparowanej psychiki, że widzi rzeczy na opak i głosi poglądy sprzeczne zarówno z pierwszymi zasadami moralności, jak i ze zdrowym rozsądkiem".

Myślę, że te ostatnie słowa można odnieść do tych wszystkich, którzy lekceważą po Smoleńsku zagrożenie rosyjskie.

Nie ma patriotyzmu niesmoleńskiego

Konsekwencją postawy wobec Rosji jest to, że przedstawiciele Ruchu Narodowego niechętnie mówią o Smoleńsku. Tymczasem dziś nie jest możliwy żaden „patriotyzm niesmoleński". Nie da się mówić „Bóg, Honor i Ojczyzna" i nie walczyć o to, by winni tej zbrodni ponieśli konsekwencje.

Wielką sprawą było zachowanie kibiców Legii Warszawa, którzy zabrali na mecz w Moskwie transparenty o Smoleńsku, nie wstydząc się „obciachu". Nie wpuszczono ich, ale wielu młodym kibicom otworzyły się klapki: zobaczyli, jak działa cenzura, czego naprawdę boi się władza.

NSZ-towcy i Żołnierze Wyklęci nie zajmowali się tylko przypominaniem tradycji patriotycznych, pielęgnowaniem pamięci o 1920 r., ale szli do lasu. Dezercja z walki o Smoleńsk to rezygnacja z honoru, jednej z najważniejszych wartości przedwojennego pokolenia.

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo