MSW obszernie informowało o 80 policjantach, którzy odnieśli obrażenia, lecz nie ma żadnej informacji o rannych wśród protestujących, mimo iż świadectwa przemocy policyjnej mnożą się na portalach internetowych.

W krajowych mediach publikowane są zdjęcia trzech zatrzymanych minionej nocy: lidera ruchu Zielonych Borisława Sandowa, naukowca krajowego muzeum przyrodniczego Stojana Beszkowa i dziennikarza Dimitra Kenarowa. Pierwszy w kajdankach, drugi pobity, trzeci trzymany za szyję przez ciężko uzbrojonego policjanta. „To nie jest Białoruś, to Bułgaria” – głosi napis.

 

Zdjęcia te wysłano do Komisji Europejskiej - podały bułgarskie.

KE wie o protestach w Bułgarii i śledzi sytuację. Zawsze deklarowaliśmy, że podstawowym prawem w każdym demokratycznym państwie są pokojowe demonstracje i to prawo popieramy. Krajowe władze są odpowiedzialne za stosowanie prawa i każde użycie siły powinno być proporcjonalne do działań protestujących

 – oświadczył rzecznik Komisji.

Bardziej kategorycznie przeciw przypadkom stosowania przemocy wobec dziennikarzy opowiedziała się komisarz praw człowieka Rady Europy Dunja Mijatović.

 

 

To, co stało się wczoraj, było na zlecenie (prokuratora generalnego Iwana) Geszewa i (premiera Bojko) Borisowa. Ich obliczem są gaz łzawiący, bite kobiety, bojówki

– napisali współorganizatorzy protestu, podkreślając, że akcja będzie kontynuowana.

Profesor bezpieczeństwa narodowego w Akademii Wojskowej Nikołaj Słatinski napisał, że scenariusz środowych wydarzeń w Sofii jest wprost wyjęty z podręczników rosyjskich służb specjalnych. „Wszystkie te działania są opisane w podręcznikach sił sowieckich o represjach i tłumieniu prób obywatelskiego nieposłuszeństwa” – napisał.

Jednocześnie partia premiera Borisowa GERB z pewnym trudem i po kompromisach wobec partnerów koalicyjnych zebrała niezbędne podpisy i złożyła w parlamencie projekt nowej konstytucji. Zdaniem posła GERB Tomy Bikowa „oznacza to koniec rozmów o dymisji rządu”. Projekt może być rozpatrzony najwcześniej za dwa miesiące.