Okazuje się, że wobec Brunona K, który planował zamachy terrorystyczne na Sejm, prowadzono operację specjalną. W jej ramach funkcjonariusze ABW pod przykryciem „dali się zwerbować” do organizowanej przez mężczyznę grupy zbrojnej.

Z informacji „Dziennika Gazety Prawnej” wynika, że potencjalni wspólnicy niedoszłego zamachowca w rzeczywistości mogli być funkcjonariuszami ABW działającymi pod przykryciem.

- Uważam, że jet to klasyczna metoda działania służb specjalnych. Mogą o tym świadczyć choćby wypowiedzi prokuratorów zapewniających, że osoby będące niby członkami grupy zostały przesłuchane w charakterze świadków, ale nie zostały zatrzymane. Istnieje zatem bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że była to kombinacja techniczno-operacyjna mająca na celu weryfikację zamiarów tego człowieka, a także być może i prowokacja mająca na celu sprawdzenie jak daleko jest on w stanie się posunąć. W związku z tym, że służby przez ponad rok rozpracowywały tego człowieka, w moim przekonaniu nie było żadnego bezpośredniego zagrożenia zamachem. Proszę zwrócić uwagę, że ma on postawione tylko zarzuty przygotowywania zamachu, a nie usiłowania. Tego typu metody stosowały służby PRL, gdy w celu wyłapywania opozycjonistów dostarczano im drukarki i powielacze, a następnie dokonywano zatrzymań. Także dzisiaj podobne metody stosują służby na całym świecie. Ostatnio w USA gdy złapano osoby przygotowujące zamach terrorystyczny okazało się, że materiały wybuchowe dostarczał im funkcjonariusz FBI pod przykryciem. Natomiast w tej sprawie bardzo ważne jest wyjaśnienie, czy podejrzany nie był namawiany przez funkcjonariuszy ABW do podjęcia działań i planowania zamachu, bo gdyby tak było, należałoby to natychmiast wyjaśnić – tłumaczy w rozmowie z portalem Niezależna.pl były szef ABW Bogdan Święczkowski.

Na fakt prowadzenia wobec Brunona K. operacji służb specjalnych zdaniem ekspertów świadczą informacje przekazane przez krakowskich prokuratorów na specjalnej konferencji prasowej. Według ich oświadczenia, cała czwórka została już przesłuchana w śledztwie, jednak nie usłyszała żadnych zarzutów karnych.

O tym, że służby specjalne prowadziły swoją operację pod przykryciem może także świadczyć, że ABW już pod koniec 2011 roku wpadła na trop niedoszłego zamachowca. Najprawdopodobniej w wyniku monitorowania internetu funkcjonariusze znaleźli wpisy Brunona K., który przedstawiał się jako specjalista od materiałów wybuchowych. Zdaniem ekspertów był to idealny moment na rozpoczęcie gry operacyjnej.

Ani Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ani prokuratura nie potwierdzają oficjalnie, że wobec niedoszłego zamachowca prowadzono grę operacyjną.