Odebrała Pani w sobotę nagrodę Tribute a Caruso. To nagroda miasta Sorrento i Fondazione Sorrento za promocję kultury włoskiej w Polsce i na świecie. Włoska opera potrzebuje promocji?

Nie chodzi o promocję, lecz o to, aby czynić tę muzykę wiecznie żywą. Interpretować, pokazywać jej nieśmiertelność płynącą z ponadczasowego piękna i uniwersalnego przekazu. I my to robimy. Odczytujemy, poszukujemy, dajemy radość z obcowania z nią.

Napisała Pani 10 tekstów w języku włoskim do płyty „I colori dell’amore”. Poznałam melomana, który nauczył się włoskiego tylko dzięki temu, że chodził na spektakle operowe (śmiech). Dla każdej diwy operowej włoski jest drugim językiem?

Opera wyszła z Włoch, dlatego włoski jest dla niej językiem ojczystym. Ale ten język to również pewna melodia, rytm i barwa. Mówi się, że wraz z kolejnym językiem, który poznasz i opanujesz, dostajesz kolejne życie. Jak widać, my, śpiewacy, mamy minimum dwa. Włoski dla nas to jak łacina dla biologów czy greka dla erudytów literatury antycznej.

Będąc szefową Warszawskiej Opery Kameralnej, współpracuje Pani również ze wspaniałymi artystami z Włoch. Proszę podać przykład jednej rzeczy, której nauczyła się Pani od włoskiego artysty, oraz przykład jednej rzeczy, której Pani nauczyła Włochów.

Włosi mają w sobie coś, co ja nazywam radością bezwzględną. Potrafią wszystko obrócić w żart. To wielka umiejętność, podobnie jak budowanie ducha zespołu, takiego jak w sporcie. Ja natomiast chyba pokazałam wielu moim włoskim przyjaciołom to, jak znakomita jest polska kuchnia, momentami bardzo inna od ich. Nauczyłam ich wychodzenia za koniec własnego nosa i umiłowania dobrego jedzenia. Ot, nie wszystko, co smaczne, pochodzi z ojczyzny Verdiego.

Nagrody serdecznie Pani gratuluję, ale nie ukrywam, że mam też głód nagród dla artystów za promowanie polskiej kultury na świecie. Podziela Pani moje odczucia?

Polska kultura jest dostrzegana, ale zawsze może być lepiej i bardziej. Sądzę, że o ile artyści polscy otrzymując laury, swoją pozycję budują na kilku płaszczyznach, w tym aktywności zagranicznej, o tyle warto pomyśleć o większym docenieniu cudzoziemców promujących polską sztukę. Może ambasadora polskiej sztuki?