Przy Łazienkowskiej już zapomniano, że Aleksandar Vuković kilka tygodni temu, po roku panowania w lidze Piasta Gliwice, odzyskał dla Legii mistrzostwo Polski. Triumf w Ekstraklasie zbladł po tym, jak warszawianie, w kompromitująco słabym stylu, już w pierwszej rundzie, przegrali u siebie z przeciętną Omonią Nikozja 0:2 i odpadli z Ligi Mistrzów. Na pocieszenie zostali przeniesieni do trzeciej rundy eliminacji Ligi Europy, gdzie zmierzą się ze zwycięzcą meczu wicemistrza Mołdawii Północnej FK Sileks z mistrzem Kosowa Dritą Gnjilane. To ma być starcie, w którym legioniści pokażą swoją prawdziwą twarz i zdemolują przeciwników. 

Z tym, że nie na pewno. Marna to pociecha, ale jeszcze przed spotkaniem z Cypryjczykami, w rozmowie z Niezależną.pl przepowiedziałem, że Legia nie awansuje do grupy Champions League. W meczu z Omonią w oczy kłuło słabe przygotowanie fizyczne, gra w jednym tempie i brak pomysłu na zawiązanie ataku. Wszystkie wysiłki ofensywne piłkarzy ograniczały się do zagrania na skrzydło, a potem wrzutki na wysokiego Tomasa Pekharta. Kiedy to nie wychodziło, to była długa "laga" od bramkarza do Czecha. Zazwyczaj kończąca się stratą futbolówki. Uważam, że Vuković nie ma żadnego planu na poprawienie i uatrakcyjnienie gry zespołu

- twierdzi w rozmowie z naszym portalem Jerzy Podbrożny, dwukrotny król strzelców Ekstraklasy i jeden z liderów Legii, kiedy ta w 1996 roku awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.

Wszyscy zachłysnęli się mistrzostwem Polski, a prawda jest taka, że z tak silnym składem, w tak słabej lidze, to rozgrywki na pierwszym miejscu z Legią zakończyłaby nawet moja teściowa. Uważam, że teraz, w trakcie przerwy na mecze reprezentacji, jest najlepszy moment na zmianę trenera. Nowy szkoleniowiec miałby prawie dwa tygodnie na poznanie drużyny i dokonanie korekt w przygotowaniu fizycznym. Jeżeli Vuković zachowa stanowisko, a CWKS jakimś cudem przejdzie wicemistrza Mołdawii, lub drużynę z Kosowa, to tylko zaciemni to obraz całej sytuacji, a Legia nadal będzie tkwić w marazmie

- dodał Podbrożny.

Vukovicia mocno skrytykował również inny były gwiazdor Legii Dariusz Dziekanowski, który zarzucił trenerowi arogancję i butę oraz oderwanie od rzeczywistości.

W obronie Serba stanął za to inny ćwierćfinalista Champions League z 1996 roku - Jacek Kacprzak: Dajmy Vuko czas. Kiedy zdobył mistrzostwo Polski to był noszony na rękach, a teraz po trzech tygodniach do niczego się nie nadaje? Przerwa między rozgrywkami była bardzo krótka, drużyna przeszła przyśpieszony cykl przygotowawczy. Poza tym kilku zawodników było kontuzjowanych, dwaj inni zachorowali na koronawirusa. Myślę, że trener nie miał też większego wpływu na część letnich transferów. Po prostu działacze narzucili mu jednego, czy drugiego zawodnika. Poza tym kto miałby go zastąpić? Trener z zagranicy? Który? Lista bezrobotnych polskich szkoleniowców też jest bardzo krótka. Vuko nie ma łatwo. Legia to taki klub, że wystarczy jedna, czy dwie porażki i pojawia ogromna presja, Może fakt, że mistrz Polski odpadł w rywalizacji z mistrzem Cypru oddaje aktualny poziom naszej klubowej piłki? Nie sądzę, że przy tym składzie Mourinho czy Guardiola osiągaliby lepsze wyniki niż Vuković. Dlatego krytykom zalecam więcej cierpliwości i... lodu na głowę. Pozwólcie Vukovicowi pracować! - stwierdził Kacprzak.