Zamiast tego, czytelnikom i widzom całkowicie zablokowano dostęp do ww. treści, a mnie zakazano publikacji określonych informacji przez okres roku, co odbieram jako formę cenzury prewencyjnej. To w wyniku procesu sądowego, po przeprowadzeniu postępowania dowodowego, winno się rozstrzygać o tym, czy stosować tak drastyczne środki ochrony dóbr osobistych, a nie wyłącznie na bazie stanowiska jednej strony procesu.

To przeprowadzenie w białych rękawiczkach próby zamachu na prawa i obowiązki dziennikarskie, podobnego do tego jaki w czerwcu 2014 r. funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wspólnie z prokuraturą dokonali w redakcji tygodnika „Wprost”. Sześć lat temu chciano w ten sposób nie dopuścić do kolejnych dotyczących afery taśmowej publikacji, których byłem współautorem. Dziś sąd odbiera mi konstytucyjny obowiązek informowania społeczeństwa o funkcjonowaniu największego związku sportowego w Polsce oraz działaniach jego prezesa. PZPN zarządza przecież piłkarską reprezentacją Polski, będącą dobrem narodowym, a także odpowiada za cały system szkolenia decydujący potem o porażkach lub sukcesach naszej piłki. W interesie społecznym leży więc publikacja materiałów prasowych na temat PZPN i jego Prezesa, nawet jeśli zdaniem tych podmiotów są one kontrowersyjne. 

Mimo mojego oburzenia i sprzeciwu wobec decyzji sędziego Wagnera wykonałem wczoraj wieczorem zawarte w niej postanowienia. Jednak reprezentująca mnie kancelaria prawna mecenasa Macieja Zaborowskiego przygotowuje odwołanie od tej decyzji. Mam nadzieję, że ostatecznie wygrają zasady demokracji i obowiązek dziennikarski, jaki na mnie ciąży, nie zostanie w żaden sposób ograniczony.