Spowszednienie

Boję się spowszednienia. Boję się sytuacji, kiedy ewidentne zło przestaje wywoływać grozę i nadal pozostając złem, staje się elementem rzeczywistości, być może trwałym. Myślę tu o koronawirusie.

Jest wśród nas, a jakoby go nie było, nie ma powszechnego niepokoju, nie ma radykalnych działań. Parę miesięcy temu, kiedy dzienna liczba zarażeń była dwukrotnie niższa, bito na alarm, ludzie zachowywali się ostrożnie, a zdyscyplinowanych Polaków podawano sobie jako wzór. A obecnie – pełne plaże, ulice, restauracje, kościoły. Ognisk tyle, że nie sposób śledzić wszystkich dróg zarażenia. Zanika klimat mobilizacji. Słowem – rosyjska ruletka. Kto się zarazi, jego problem. Żeby było jasne: podobne spowszednienie widać w całym świecie. Nie zwracają uwagi rosnące liczby. Jeszcze chwila, a zacznie się powątpiewać w sens początkowych restrykcji, lockdownu i kosztów ograniczeń. W dodatku są tematy, w których spowszednienie jest jeszcze bardziej niepokojące. Weźmy Białoruś. Temat spadł na dalsze strony gazet, znikł z newsów podawanych w pierwszej kolejności. Europa wykonała kilka rytualnych zaklęć, światowa opinia publiczna ma inne tematy do zmartwień. Społeczeństwo zza Niemna jeszcze walczy, ale jak długo może?

Dyktator wziął na przeczekanie, demonstracje są jakby mniejsze, represje dopiero wiszą nad głową jak miecz Damoklesa. Bezradność. Jak mawiają ludzie Wschodu: „My priwykli!”. Czy mamy to wpisane w genom gatunku, że stan mobilizacji musi z czasem przejść w apatię, czy też zależy to od priorytetów wielkich tego świata? W sytuacji, gdy pojawia się wielkie zagrożenie, w pierwszej chwili jest chęć rozwiązań radykalnych, później jednak zwycięża taktyka, że może jednak uda się i zjeść jabłko, i je zachować. Ale to, że zjawisko powszednieje, nie oznacza, iż znika. To, że nie interesujemy się dyktatorami, nie oznacza, iż zaprzestają swej działalności. Przeciwnie, stają się jeszcze bardziej bezkarni. Można przecież po tym, jak cały świat zobaczył protesty narodu, uznać, że nic się nie stało. Wymienić swojskich siłowików i dziennikarzy na importowanych. Otruć lidera opozycji i nawet zezwolić, żeby się leczył. Za granicą. Smutne, lecz prawdziwe.
 

 

Źródło:

Marcin Wolski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo