W piątek unijni ministrowie spraw zagranicznych na spotkaniu w Berlinie dali zielone światło, aby grupy robocze Rady UE przygotowały listę osób, których dotkną sankcje. Znaleźć się mają na niej ci, którzy są odpowiedzialni za brutalne represje wobec pokojowych demonstrantów oraz za fałszowanie wyborów na Białorusi. Polska była w grupie 11 krajów, które apelowały do Borrella o jak najszybsze przyjęcie sankcji.

- Ten proces zaczął się poprzez polityczne zielone światło. Z dyskusji ministrów w Berlinie jasno wynika, że chcemy, żeby on został zakończony tak szybko, jak to możliwe. Prace się zaczęły i mamy nadzieję bardzo szybko zobaczyć rezultaty

- powiedział Stano na konferencji prasowej w Brukseli.

Według nieoficjalnych informacji ze źródeł dyplomatycznych już we wtorek ma się odbyć posiedzenie grupy roboczej, na której przedstawiciele państw członkowskich będą zajmować się tą kwestią.

Borrell mówił w piątek po spotkaniu w niemieckiej stolicy, że ministrowie zgodzili się, że restrykcje będą nakładane w ramach obecnego reżimu sankcyjnego.

- Wskazania powinny zawierać osoby na wysokim szczeblu politycznym

- zaznaczył.

W tej chwili "27" ma na swojej białoruskiej liście sankcyjnej cztery osoby powiązane z niewyjaśnionymi zaginięciami dwóch polityków opozycji, jednego biznesmena i jednego dziennikarza w 1999 i 2000 r. Na Białoruś nałożone jest też unijne embargo na broń i sprzęt, który mógłby zostać użyty do represji w kraju.

Litwa, Łotwa i Estonia nałożyły w poniedziałek sankcje na 30 przedstawicieli władz Białorusi, w tym prezydenta Alaksandra Łukaszenkę. Sankcje objęły osoby, które według tych krajów mają związek z fałszerstwami w trakcie wyborów prezydenckich 9 sierpnia i z przemocą podczas tłumienia protestów.

Formalnie unijną listę sankcyjną będzie musiała zatwierdzić Rada UE. W tym wypadku potrzebna jest jednomyślność państw członkowskich. Restrykcje wobec białoruskich urzędników i funkcjonariuszy miałyby obejmować zakaz wjazdu do UE, jak i zamrożenie ich aktywów na terenie Unii.

Od 9 sierpnia na Białorusi trwają protesty przeciwko sfałszowaniu wyborów prezydenckich, które - według oficjalnych wyników - wygrał urzędujący szef państwa Łukaszenka. Reżim przekonuje, że podejmowane są próby destabilizacji sytuacji w kraju.