Borowczak ocenił, że udało się dotrwać do 88 roku dzięki temu, że były komisje zakładowe, władze regionalne, władza krajowe, zbierane były pieniądze, udzielana była pomoc.

„Działaliśmy po prostu jak związek zawodowy” – powiedział.

Strajki po 88 roku były słabsze, bo w stoczni nas strajkowało około 300 osób. Z perspektywy czasu myślę, że fajnie to przeprowadziliśmy, że to się odbyło bez przelewu krwi

– dodał.

Redaktor Gójska mówiąc o planowaniu strajku zapytała, w którym momencie Borowczak zdał sobie sprawę, że nie chodzi już tylko o protest zakładów pracy, ale można zawalczyć o polską niepodległość.

Skoro ten strajk organizowały Wolne Związki Zawodowe przy pomocy Ruchu Młodej Polski, czyli organizacji wolnościowych, niepodległościowych, to już zakładaliśmy sobie, by było jak najwięcej takiego przekazu do ludzi, że Polska powinna być wolna, niezależna, bo to pisaliśmy w swoich pismach. To były nasze cele. Ale organizując ten strajk, nie wiedzieliśmy że będzie tak duże poparcie, że ludzie się nie przestraszą

– mówił.

Dodał, że we własnym gronie zastanawiali się, żeby nie zażądać za dużo. Przyznał, że „były postulaty przywrócenia polskiemu orłowi koronę, wolne wybory, ale tu tonowaliśmy, żeby jednak tego nie przegiąć”.

Katarzyna Gójska dopytywała, dlaczego nie pojawiło się prawo do wolnych wyborów, że dziś może wydawać się to najbardziej oczywisty postulat.

Tak by się wydawało. Tylko musimy zrozumieć, że w samej stoczni wielu robotników do nas przychodziło i mówiło „ socjalizm tak, wypaczenia nie, wy tutaj sobie nie wymyślajcie”. (…) My nawet nie mogliśmy postawić sobie takiego postulatu wybory, bo ludzie by tego nie poparli. Ludzie poparli związki zawodowe, bo wiedzieli, czym zajmuje się CRZZ, cebula, ziemniaki, kolonie letnie. Myśmy się ładnie wstrzelili w ten wolny związek zawodowy

– mówił.