Wszystko wskazuje na to, że starcie z Wisłą Płock było dla Kamila Jóźwiaka ostatnim w barwach Lecha. Lider młodzieżowej reprezentacji Polski jest już ponoć po słowie z Derby County i lada dzień przeniesie się do drugiej ligi angielskiej. Może perspektywa rychłego wyjazdu zdekoncentrowała filigranowego skrzydłowego, bo w meczu z "Nafciarzami" Jóźwiak był mniej efektywny niż zwykle. Ale nawet przy jego słabszej postawie,  Lech i tak był zdecydowanym faworytem tej konfrontacji. Poznaniacy mieli coś do udowodnienia swoim kibicom, bo przed tygodniem chociaż do 82. minuty prowadzili w Lubinie, to ostatecznie przegrali z Zagłębiem 1:2.

Zgoda, Lech jest faworytem, ale opracowaliśmy plan, dzięki któremu zaskoczymy rywali - zapowiadał przed meczem trener Płocka Radosław Sobolewski.

I po zaledwie 16. minutach gry, jego słowa znalazły potwierdzenie na boisku. Odważna akcja Wisły, dośrodkowanie w pole karne gospodarzy, Alan Uryga uderzył głową, piłka trafiła w rękę obrońcy Lecha Lubomira Satki. Nie ma wątpliwości - karny. Mateusz Szwoch walnął jak z katapulty i goście prowadzili. Na 2:0 powinien jeszcze przed przerwą podwyższyć Cillian Sheridan, ale przegrał pojedynek z bramkarzem Kolejorza Filipem Bednarkiem.

W rewanżu bliski wyrównania był Mikael Ishak, ale z bliska trafił w słupek.

W drugiej połowie nie mający nic do stracenia gospodarze nastawili się na frontalny atak. W 57. minucie po kapitalnym zagraniu Pedro Tiby, Ishak doprowadził do wyrównania, Szwed jest w takim gazie, że jeśli utrzyma formę, to kibice szybko zapomną o innym snajperze wyborowym - Christianie Gytkjaerze, który latem odszedł do włoskiej Monzy.

Dziewięć minut później poznaniacy już prowadzili, Za linię obrony zagrał Jakub Moder, a Jakub Kamiński głową przelobował Krzysztofa Kamińskiego. Lech zaatakował z jeszcze większą pasją. Piłkarze Dariusza Żurawia chcieli szybko zdobyć trzeciego gola i zamknąć mecz. Nie udało się. Co więcej, w 87. minucie Robert Gumny bezmyślnie sfaulował Norwega Torgila Gjertsena i goście zarobili drugi rzut karny, który na gola zamienił rezerwowy Patryk Tuszyński.

Graczom Lecha na pocieszenie pozostaje fakt, że ich stadion wciąż jest twierdzą nie do zdobycia. Przy Bułgarskiej piłkarze Kolejorza w 2020 roku przegrali tylko raz.