Kariera Damiana Kądziora układa się tak modelowo, że może stanowić doskonały przykład dla młodych adeptów futbolu. Wychowanek MOSP Jagiellonia Białystok po świetnym sezonie w Górniku Zabrze (10 goli w 37 meczach), latem 2018 roku przeszedł do Dinama Zagrzeb. Na transfer do najlepszej drużyny w Chorwacji namówił Polaka Nenad Bjelica. Były trener Lecha Poznań właśnie objął Dinamo i jego pierwszym transferowym życzeniem było sprowadzenie Kądziora. Damian przez dwa lata gry w Zagrzebiu, dwukrotnie wygrał ligę chorwacką, a w ostatnim sezonie został wybrany najlepszym piłkarzem Dinama. W sumie w 77. meczach w barwach tego klubu zdobył szesnaście bramek i zaliczył 21. asyst. To sprawiło, że skrzydłowego zapragnęli mieć u siebie szefowie SD Eibar. Negocjacje potoczyły się błyskawicznie i w sobotę Damian podpisał trzyletni kontrakt z klubem z Kraju Basków.

Czterokrotny reprezentant Polski jeszcze nie poznał kolegów z drużyny. Pierwszą decyzją, jaką przekazali mu jego nowi szefowie był... zakaz udzielania wywiadów. Taki stan rzeczy ma potrwać do środy. Wtedy Damian ma mieć sesję zdjęciową i rozmowę z klubowymi mediami. Dopiero, kiedy spełni te obowiązki, będzie mógł podzielić się pierwszymi wrażeniami z nowego klubu z polskimi dziennikarzami.

Portalowi Niezależna.pl Kądzior powiedział tylko, że w dniu, w którym związał się z Eibar, jego mama obchodziła 50-te urodziny.

Było wielkie przyjęcie. Żałuję, że nie mogłem w nim uczestniczyć, ale myślę, że mój transfer do Hiszpanii to dla mamy najlepszy prezent

- wyznał nam piłkarz.